Zając, żelki i kapelusze, czyli amerykańska Wielkanoc w pigułce

Chcesz zaimponować Amerykanom swoją wiedzą na temat „American Style Easter“? Proszę bardzo, przybywam z pomocą! Oto krótki poradnik, jak to zrobić.

Jeśli do porównania Wielkanocy polskiej z amerykańską mogłabym użyć tylko jednego hasła, pewnie sięgnęłabym po słynne „Same same, but different“ :). Bo niby ludzie prawie tacy sami, niby tradycje świąteczne przywiezione za ocean z Europy… a jednak.

W Ameryce nie ma ani tradycji święcenia pokarmów w Wielką Sobotę, ani dzielenia się jajkiem, ani Śmigusa-Dyngusa. Nikt też nie słyszał o barankach zrobionych z cukru. Wiele tamtejszych rodzin spędza Niedzielę Wielkanocną na eleganckim brunchu w hotelu lub restauracji. Dzieciaki robią sobie wtedy zdjęcia z Wielkanocnym Zajączkiem, a dorośli korzystają z nieograniczonej dolewki szampana. Brzmi zachęcająco, prawda?

Oczywiście te polsko-amerykańskie różnice świąteczne rozgrywają się w niuansach. Ale to przecież właśnie znajomość tych niuansów – jak nic innego – sprawia, że możemy Amerykanom zaimponować znajomością ich kultury.  Zatem – proszę bardzo! Oto przygotowane specjalnie dla Was zestawienie na temat „American Style Easter“. Jeśli je opanujecie, Amerykanom nie pozostanie nic innego, niż okrzyk: „Wow, aweeeeesooooome!“.

NIUANS 1 – POLOWANIE NA KRÓLICZKA

Brzmi jak wymarzona rozrywka dla ministra Szyszki, ale tylko z nazwy. W praktyce – Easter Egg Hunts to coś na kształt gry miejskiej dla dzieci – polegającej na szukaniu poukrywanych w okolicy czekoladowych jajek i koszyczków wypełnionych wszelkiej maści słodyczami. „Polowania“ organizowane są zazwyczaj jeszcze przed Wielkanocą, głównie w parkach miejskich i okolicach kościołów. Na pewno wielu z Was pamięta tę atrakcję z finałowej sceny filmu „Stalowe Magnolie“ Herberta Rossa:

Podobna tradycja panuje w amerykańskich domach w wielkanocny poranek – gdy Easter Bunny (w praktyce: rodzice) rozmieszcza słodycze po pokojach lub w ogrodzie. Bywa, że zamiast/oprócz słodyczy, dzieci w ramach upominku znajdują w Wielkanoc żywego króliczka lub kurczątko. Jaki jest najczęściej tego finał – wszyscy się możemy domyślić i uczcić chwilą ciszy.

Tak czy inaczej – dla amerykańskich dzieci informacja, że Easter Bunny tak naprawdę nie istnieje, jest równie traumatyczna, co ustalenie prawdziwej tożsamości Świętego Mikołaja.

NIUANS 2 – ŻELKI I PEEPSY

Święta w Ameryce przede wszystkim muszą być słodkie. A to oznacza prawdziwy desant wielkanocnych produktów na bazie cukru i/lub czekolady. Nie zdziwcie się więc, gdy w amerykańskim sklepie znajdziecie nawet czekoladowe krzyże!

Najpopularniejsze w tym czasie są jednak żelkowe ziarenka (tzw. Jelly Beans) oraz Peeps!

 

Co do Peeps – zapamiętajcie to słowo! To rodzaj słodkich pianek (czyli słynnych marshmallows) produkowanych specjalnie na Wielkanoc, oczywiście – są w kształcie kurcząt. W przeszłości, amerykańska wielkanoc bez Peepsów się nie liczyła. Dziś nie są już tak bardzo popularne.

 

W amerykańskich sklepach, przed Wielkanocą, sprzedawane są też plastikowe jajeczka podobne do tych, jakie u nas znaleźć można we wnętrzu jajka niespodzianki. Wkłada się do nich cukierki lub czekoladki, których dzieci szukają w ramach Easter Egg Hunt.

W ostatnich latach do Ameryki przyszła też moda z Meksyku – czyli rozgniatanie na innych wydmuszek wypełnionych cofetti. Może więc za parę lat dotrze tam również Śmigus-Dyngus?

meksyk

NIUANS 3 – WIDZĘ TYLKO TWOJE KAPELUSZE

W amerykańskiej przeszłości, Wielkanoc – w kwestii ubioru – celebrowano prawie jak wyścigi konne w Ascott. Czyli – bez kapelusza ani rusz. W przystrojonym na wiosenną modłę nakryciu głowy Amerykanki wybierały się do kościoła i na wielkanocną paradę. Obecnie, motyw kapeluszowy jest popularny głównie jako atrakcja typu „ZPT“ dla dzieci – tworzą własne: na bazie krepiny, tektury i wstążek.

NIUANS 4 – WIELKANOCNE „PASTORAŁKI“

To, czego my nie mamy, a mają Amerykanie, to wielkanocne odpowiedniki bożonarodzeniowych pastorałek. Nie znajdziecie w USA dziecka, które by nie znało przynajmniej dwóch. Pierwsza to „Here comes Peter Cottontail“, czyli przyśpiewka o króliczku Piotrusiu, który hopsa sobie dróżką rozdając wszystkim dookoła wielkanocne upominki. Piosenka trafiła na 5. miejsce zestawienia Billboard Hot 100 i do dziś można ją usłyszeć w wielu amerykańskich reklamach. Oraz tu:

Druga – powstała jeszcze w XIX wieku. Nazywa się „A-tisket, A-tasket“ i jest dziecięcą rymowanką o dziewczynce, której z wielkanocnego koszyczka wypadł list. Za sprawą Elli Fitzgerald piosenka doczekała się nawet swojej wersji jazzowej.

NIUANS 5 – NIE TYLKO „HAPPY EASTER”

Jeśli chcesz wysłać do Ameryki świąteczne życzenia, nie musisz ograniczać się do banalnego „Happy Easter“. Ostatnio w modzie jest na przykład:

  1. nawiązywanie do wielkanocnego, słodyczowego obżarstwa:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2. gry słów – np. korzystanie z tego, że „keister“ (czyli kolokwialnie: „tyłek“) brzmi jak „Easter“:

keister b

friend card b

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

3. żarciki z Easter Bunny:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

4. refleksje dotyczące polowania na zajączka (Easter Egg Hunts)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powiązane posty

One thought on “Zając, żelki i kapelusze, czyli amerykańska Wielkanoc w pigułce

  1. Natalia

    Uwielbiam Twojego bloga, trafiłam tu 3 dni temu i zostało mi tylko kilka postów do przeczytania (muszę sobie dozować po trochu zeby za szybko sie ta przyjemność nie skończyła) nigdy w Ameryce nie byłam ale o ile moje serce należy do Polski to dusza jest amerykańska. Kocham ten kraj, kocham literaturę amerykańską, metropolie i prowincje. Mam nadzieje ze w koncu sie tam wybiorę. Dla mnie to kraj dzieciństwa, kraina mlekiem i miodem płynąca z opowiadań rodziców którzy byli tam w połowie lat 90 zeby sie „dorobić” i dalszej rodziny ktorej sie poszczęściło i dostali zielone karty. Pamietam zapach paczek przysyłanych na święta i wlasnie zobaczyłam na Twoim zdjęciu peeps 🙂 w ogóle o nich nie pamiętałam ale zaraz przypomniał mi sie ich smak (strasznie mi nie smakowały swoją drogą) mam nadzieje ze dzieki Twoim wpisom przypomni mi sie cos jeszcze i znowu bede mogła zatopić sie we wspomnieniach. Liczę ze bedziesz prowadziła bloga jak najdłużej bo to ogromna przyjemność móc odwiedzać takie miejsce 🙂

Dodaj komentarz