Wybory dla opornych

Z tego wpisu dowiecie się: dlaczego Amerykanie głosują w tak strasznie zagmatwany sposób i czy nie mogliby po prostu głosować „normalnie”?


Jeśli emocjonujecie się tegorocznymi wyborami prezydenckimi w USA, ale za grosz nie rozumiecie, jak dokładnie wybierany jest ich prezydent, wiedzcie, że nie jesteście sami. Ja też przez lata byłam przekonana, że łatwiej rozbić atom, niż zrozumieć amerykański system wyborczy – podobno najbardziej skomplikowany na świecie. Dlatego dziś przygotowałam dla Was infografikę oraz kilka pytań i odpowiedzi, które wszystkie wyborcze zawiłości wyjaśnią Wam krok po kroku.

 

Infografika - Jak Amerykanie wybierają prezydenta

 

Czy Amerykanie nie mogliby po prostu – jak większość świata – wybierać prezydenta w wyborach bezpośrednich?

Pewnie, że by mogli, a obecny system wyborczy już wielokrotnie uznawany był za przestarzały. Ale praktyczność to jedno, a historia i tradycja – drugie. W amerykańskiej konstytucji od samego początku (czyli od 1787 roku) zapisane jest, że prezydenta wybiera się poprzez zbierające się raz na 4 lata Kolegium Elektorów i kropka. Powodów takiej decyzji podaje się co najmniej kilka. Jedni twierdzą, że elektorów wymyślono przede wszystkim jako kompromis między frakcją żądającą wyborów bezpośrednich, a tymi, którzy chcieli, by prezydenta wybierał Kongres. Inni – że w czasach, kiedy dostarczanie wyników wyborów do Waszyngtonu ze wszystkich stanów trwałoby wieczność, o wiele łatwiej było zgromadzić elektorów w stolicy i pozwolić im reprezentować swoje stany.

Od czego zależy liczba elektorów w danym stanie?

Kolegium elektorów składa się z 538 członków rozdzielonych pomiędzy 50 stanów. Dlaczego akurat 538? Bo tyle wynosi suma członków dwóch izb amerykańskiego parlamentu: Senatu (100 – czyli po 2 na stan) i Izby Reprezentantów (438). Każdy stan na starcie dostaje 3 głosy elektorskie, pozostałe głosy rozdziela się według populacji. Im bardziej zaludniony stan, tym więcej głosów elektorskich.

Na jakich elektorów głosują Amerykanie i co dalej z głosami elektorskimi?

W jutrzejszym głosowaniu poszczególni Amerykanie wybierać będą tych elektórów, którzy zadeklarują, że popierają tego samego prezydenta, co oni. Bo potem – w grudniu – to elektorzy idą do urn, by w imieniu „zwykłych wyborców“ oficjalnie wybrać prezydenta. W amerykańskich wyborach istnieje zasada „the winner takes it all“ –  oznaczająca, że kandydat, który zdobędzie więcej głosów, przejmuje wszystkie głosy elektorskie w danym stanie. Wyjątkiem są stany Maine i Nebraska, gdzie głosy elektorskie rodzielane są proporcjonalnie do wyników głosowania.

Czy zdarza się jednak, że w grudniowym głosowaniu elektorzy ze stanów, w którym wygrał kolejny kandydat, głosują potem na kogoś innego? Owszem! Taka sytuacja zdarzyła się w historii Ameryki nie raz, i nie dwa, lecz… ponad 80 razy! Życie…

Czy zdarzyło się, że kandydat, który zdobył mniej głosów w skali kraju, został prezydentem?

Tak! Właśnie dlatego, że kandydat, który zdobędzie większość w danym stanie, automatycznie zgarnia wszystkie głosy elektorskie. Taka sytuacja miała miejsce trzykrotnie – podczas wyboru prezydentów: Hayesa, Adamsa i Busha (jr.).

Które stany w tegorocznych wyborach należą do tzw. „swing states“, czyli stanów niezdecydowanych?

Pensylwania, Ohio, Floryda, Wisconsin, New Hampshire, Minnesota, Iowa, Michigan, Nevada, Colorado i Północna Karolina.

Ile głosów elektorskich trzeba dostać, żeby wygrać i co się dzieje w wypadku remisu?

Zwycięstwo zapewnia zdobycie co najmniej 270 głosów elektorskich. Jeśli obaj kandydaci otrzymają po 269 głosów, wyboru prezydenta dokonuje Izba Reprezentantów.

 

Powiązane posty

Dodaj komentarz