Do widzenia, Biały Domie!

Wyprowadzka z Białego Domu to jedno ze zdecydowanie najtrudniejszych logistycznie wydarzeń każdej prezydentury. Dziś wytłumaczę Wam, jak to wszystko wygląda w praktyce.

Oficjalnie zostało im jeszcze 3,5 dnia. W praktyce – rodzina Obamów już od co najmniej tygodnia żyje „na kartonach“, by w najbliższy piątek, punktualnie o 11.00 na zawsze opuścić Biały Dom. Przeprowadzka rodziny prezydenckiej to jednak wielkie wydarzenie nie tylko dla opuszczających Biały Dom domowników, ale też (a może – przede wszystkim) dla pracowników budynku położonego przy 1600 Pensylvania Avenue.

Personel Białego Domu od dekad twierdzi, że tzw. „moving day“ jest jednym z najbardziej wymagających dni w trakcie całej prezydentury. W ciągu zaledwie jednego dnia (czyli: dnia inauguracji) muszą bowiem „wyprowadzić“ ze 132 pokojów Białego Domu cały dobytek ustępującego prezydenta i jednocześnie „wprowadzić“ dobytek prezydenta nowego. Mają na to 6 godzin.

Jak to wygląda w praktyce? Ano tak:

O KTÓREJ ZACZYNA SIĘ PRZEPROWADZKA?

Przeprowadzkowe szaleństwo rusza między 10.30 a 11.00. To wtedy do Białego Domu przybywa prezydent elekt, by razem z ustępującym prezydentem ruszyć wspólnie z Pennsylvania Avenue w stronę Kapitolu, gdzie odbywają się uroczystości inauguracyjne. Opuszczenie Białego Domu przez obu prezydentów jest dla personelu „godziną zero“. W tym momencie pod Biały Dom podjeżdżają dwie ciężarówki: jedna z dobytkiem nowego prezydenta, druga – czekająca na dobytek poprzedniego. W ciągu 6 godzin pracownicy Białego Domu mają przearanżować budynek w taki sposób, by nowy prezydent, wracając ok. 17.00 z uroczystości inauguracyjnych, mógł się już poczuć jakby mieszkał tam od zawsze. Oznacza to, że nawet ubrania mają być już odpowiednio poukładane w szafach i szufladach, a w prezydenckiej łazience czekać ma jego szczoteczka do zębów i przybory do golenia. W ciągu tych 6 godzin trzeba też wyprać dywany, wymienić sztućce i porcelanę, a nawet przemalować ściany. Tak z pewnością będzie i w tym roku, skoro Donald Trump zadeklarował, że prywatne pokoje rodziny Obamów będą mu służyć głównie jako pomieszczenia do pracy. To oznacza, że zaaranżowane w bardzo dziewczęcym stylu pokoje należące przez ostatnie 8 lat do Malii i Sashy będą musiały przebyć błyskawiczną metamorfozę.

CZY TO WIELKIE PRZEDSIĘWZIĘCIE MOŻNA JAKOŚ USPRAWNIĆ, NA PRZYKŁAD ZATRUDNIAJĄC FIRMĘ PRZEPROWADZKOWĄ?

I tak, i nie. Firma przeprowadzkowa nie zdałaby egzaminu, bo z powodu obowiązujących w Białym Domu procedur bezpieczeństwa, obecność zewnętrznych pracowników tylko wydłużyłaby czas całej operacji. Tego dnia roboty po pachy ma więc cały personel Białego Domu. Czyli ponad 100 osób. Bez względu na funkcję – od odźwiernych, przez kamerdynerów po pokojówki i florystów.

Od kilku dekad wprowadzane są jednak w życie coraz to nowe pomysły mające usprawnić całe to wielkie przedsięwzięcie. Przede wszystkim – już od momentu wyborów, przedstawiciele prezydenta elekta spotykają się z personelem Białego Domu, by poznać plany budynku i ustalić, jak będzie on wyglądał w nowym kształcie. Po drugie – wszystko, co można z Białego Domu zabrać z wyprzedzeniem (tak, by w dniu inauguracji budynek nie wyglądał jeszcze jak opustoszały) zostaje wywiezione już około dwóch tygodni wcześniej i zgromadzone w magazynie w Maryland – tym samym, do którego trafiają świąteczne dekoracje, antyki czy dzieła sztuki, które chwilowo nie są w Białym Domu potrzebne.

CO NOWY PREZYDENT MOŻE ZMIENIĆ W BIAŁYM DOMU?

Bardzo wiele. Od koloru ścian, żyrandoli i rodzaju kwiatów na korytarzach po aranżację Gabinetu Owalnego. Tradycją jest, że to nowy prezydent wybiera dzieła sztuki, które będą wisiały na ścianach tego pokoju. Na specjalną prośbę prezydenta Obamy, w dniu jego inauguracji wymieniany był nawet prysznic. Ważne jest również to, by jeszcze w dniu inauguracji, zdjęcie z tego wydarzenia znalazło się już na ścianie Białego Domu, gdy nowy prezydent po południu wróci do domu.

CO DALEJ Z DOBYTKIEM USTĘPUJĄCEGO PREZYDENTA?

Według tradycji, wszystkie przedmioty należące do rodziny ustępującego prezydenta, trafiają najpierw do ciężarówki, a potem – na lotnisko, skąd wojskowy samolot transportuje je do nowego miejsca zamieszkania. Tym razem wszystko przebiegać będzie znacznie łatwiej, ponieważ Obamowie postanowili pozostać w Waszyngtonie. Ich dobytek trzeba więc będzie przewieźć zaledwie o kilka przecznic od Białego Domu.

[fot. White House]

Powiązane posty

Dodaj komentarz