Moje miejsca w Nowym Jorku: Washington Square

To najbardziej kolorowa, ale też mroczna część Manhattanu. Spotkasz tu najstarszego “mieszkańca” Manhattanu i budynki pamiętające dramatyczne historie minionych wieków.

Jest jedna rzecz, którą już od paru ładnych lat zawsze zabieram ze sobą, gdy między wiosną a jesienią wybieram się do Nowego Jorku. Ta rzecz to turystyczny kocyk kupiony za grosze w jakimś dyskoncie. Na tyle praktyczny, że po złożeniu jest wielkości większego portfela. Po rozwinięciu – na tyle duży, by można się było na nim położyć.

Zabieram więc zawsze ten kocyk ze sobą, bo jedną z moich ulubionych nowojorskich aktywności jest po prostu wylegiwanie się na miejskich trawnikach, z kawą na wynos w jednej ręce, a książką lub gazetą w drugiej. Wiem, że akurat teraz – gdy do Stanów Zjednoczonych dotarła fala gigantycznych mrozów – taki obrazek może wydawać się surrealistyczny, ale może właśnie dlatego warto już projektować sobie w głowie to, co czeka nas wkrótce – wiosna i kolejne okazje do “kocykowania” 🙂.

Washinton Square

Większość z Was pewnie uzna, że w dziedzinie najlepszych miejsc do byczenia się na trawie, Central Park nie ma sobie równych. I pewnie tak jest, jednak mnie zawsze ciągnie przede wszystkim do Greenwich Village, a konkretnie: na Washington Square. Dlaczego? Po części ze względu na jego akademicką atmosferę, która bierze się z bliskości budynków New York University. Po części – z powodu widoku, jaki rozpościera się spod stojącego na placu łuku triumfalnego stanowiącego początek 5th Avenue. Lubię też jednak przewrotność tego miejsca – to, jakie jest kolorowe, radosne i tętniące życiem, mimo że jego historia kryje w sobie wiele makabrycznych opowieści. Szczegóły? Proszę bardzo.

 

Każdy nowojorski przewodnik, zatrzymując się przy Washington Square opowie Wam z pewnością o stojącym na placu wielkim wiązie, określanym jako najstarszy żywy mieszkaniec Manhattanu. Według szacunków – drzewo rośnie w tym miejscu od lat 70. XVII wieku. A to czasy, w których granice miasta Nowy Jork nie obejmowały jeszcze tego terenu. (Mapa Nowego Jorku z 1660 roku pokazuje, że górną granicą miasta były okolice dzisiejszej stacji metra Fulton Street). Potocznie wiąz ten nazywany jest “drzewem wisielców”, jednak nie ma żadnych udokumentowanych dowodów na to, by ktokolwiek w historii na nim zawisł. Mroków Washington Square trzeba szukać gdzie indziej.

hangman tree

Co więc strasznego działo się na tych opustoszałych gruntach, zanim miasto się rozrosło, a w efekcie powstał Washington Square? Otóż wiele. W 1797 roku, gdy w Nowym Jorku szalała epidemia żółtej febry, a miejscowe cmentarze nie były już w stanie chować kolejnych ofiar, na tym terenie zaaranżowano olbrzymie miejsce pochówku, na którym w ciągu kolejnych 28 lat pogrzebano ponad 20 tysięcy ciał. Później – już w XIX wieku – ten sam plac był miejscem, na którym dokonywano egzekucji przez powieszenie.

I dopiero w 1826 roku miejsce to nazwano na cześć George’a Washingtona. Zaaranżowany tu wcześniej cmentarz częściowo przeniesiono w górę Manhattanu, częściowo po prostu zasypano, a na Placu Waszyngtona zaczęto organizować wojskowe parady.

Dalej już wszystko poszło szybko. Na placu powstała fontanna i łuk triumfalny (choć ten, który widzimy tam dziś nie jest oryginałem, lecz jego kopią).

Luk triumfalny

W północnej części skweru stanęły przepiękne kamienice (zwane “The Row”), do których wprowadzili się najpierw najbogatsi nowojorczycy, potem artyści, a teraz znów bogacze. Tak powstało miejsce, które możecie oglądać dziś, wylegując się na kocu na trawnikach okalających fontannę.

The Row 1

The Row 2

The Row 3

 

Wypoczywając w parku, spoglądając na 5th Avenue stojąc u stóp łuku triumfalnego czy spacerując wzdłuż “The Row”, zwróćcie jednak uwagę również na Asch Building stojący na rogu Green Street i Washington Place. To kolejne miejsce dramatycznych wydarzeń, jakie zapisały się w kronice tej okolicy. Na początku XX wieku najwyższe trzy piętra tego gmachu zajmowała Triangle Shirtwaist Factory – fabryczka produkująca modne w tamtym okresie damskie koszule z szerokimi rękawami i wysokim kołnierzem. 25 marca 1911 roku w zakładzie wybuchł koszmarny pożar, w wyniku którego zginęły 146 pracownice – w większości pochodzące z biednych imigranckich rodzin. Dziś niewiele osób już o tej historii pamięta, a spalone przez ponad wiekiem wnętrza zajmuje teraz nowojorski uniwersytet. To jednak właśnie dramat z Triangle Shirtwaist Factory spowodował, że w całym mieście stworzono lepsze i bardziej skuteczne procedury przeciwpożarowe.

Gdy zaczynałam swój rytuał wylegiwania się na trawniku Washington Square, nie miałam jeszcze o tych wszystkich historiach pojęcia. Dziś – doskonale je znam. Możecie więc pomyśleć, że dziwne sobie miejsce wybrałam do oddawania się beztroskiemu wypoczynkowi. Bo jak tu się wylegiwać ze świadomością, że gdzieś pod nami nadal znajduje się cmentarz? Cóż – nic na to nie poradzimy. Taka już przewrotność historii, że miejsca przed wiekami naznaczone smutkiem lub dramatem, po wiekach za sprawą mieszkańców zupełnie zmieniają swój charakter.

 

Powiązane posty

7 thoughts on “Moje miejsca w Nowym Jorku: Washington Square

  1. Natalia

    Ciekawy post, a zdjęcia piękne 🙂 Bardzo chciałbym zobaczyć to piękne miasto 🙂
    P.S. Masz super bloga. Odkryłam go całkiem niedawno i już przepadłam 🙂

  2. 50 Shades Of States - Dorota

    Bardzo dziękuję! I mam nadzieję, że będziesz miała okazję zobaczyć Nowy Jork na własne oczy! 🙂

  3. Basia

    Widać coś jest magnetycznego w tym Placu Waszyngtona, bo mam te same odczucia 🙂

  4. Beata B.

    Ach, jak ja się cieszę, że znalazłam kogoś, kto też kocha Stany i tak pięknie, ciekawie o nich pisze:) Dziękuję, że mogę powspominać, powzdychać, ale też nauczyć się czegoś nowego.
    Uwielbiam Pani bloga i książkę!

    1. 50 Shades Of States - Dorota

      To ja dziękuję, że jesteś z nami! 🙂

  5. Ewa Ż

    Kilka dni temu odwiedziłam Manhattan. Taka jednodniowa szybka wycieczka do polskiego konsulatu.
    Mój „przewodnik ” powiódł mnie w stronę Hudson River i nowych miliardowych inwestycji Hudson Yards. Żałuję, że nie było czasu, aby odpocząć chwilę na Washington Square. Tym serdeczniej dziękuję za ten arcyciekawy esej.
    Pozdrowienia z Harrisbugra PA

  6. 50 Shades Of States - Dorota

    Pozdrawiam również! 🙂 Ja sama z kolei nie mogę się doczekać kolejnej wizyty w NYC, żeby zobaczyć te nowe inwestycje w Hudson Yards, bo nie miałam jeszcze okazji, a wiele o nich słyszałam!

Dodaj komentarz