Amerykańskie „tipowanie” krok po kroku.

„Tipować”, czy nie „tipować”? Komu zostawiać napiwek i jak wysoki? Lepiej to wszystko zrozumieć przed wyjazdem do Stanów, a ja chętnie w tym pomogę.

Uiszczanie rachunku w amerykańskich restauracjach często trochę boli. Potwierdzi Wam to każdy, kto jest przyzwyczajony do tego, jak w knajpach płaci się w Polsce. Jedzenie w USA jest relatywnie drogie, a na pewno sporo droższe, niż nad Wisłą. Jednak nie to jest najbardziej bolesne.  Przede wszystkim – cena, jaką widzimy w menu nigdy nie odpowiada tej, jaką na końcu biesiady musimy zapłacić. Niby podróżując często do Stanów już się to wie, ale zawsze jakiś psychologiczny mechanizm wypiera to z głowy.

Dlaczego cena końcowa zawsze jest inna? Z dwóch powodów. Po pierwsze – rachunek powiększają nam o podatek stanowy, a to w menu nie jest uwzględniane. Po drugie – bo nie zostawiać w Ameryce sowitego napiwku to po prostu obciach. I ogromna obraza.

Jadąc do USA musimy pamiętać o tym, że napiwki w tym kraju nie są – jak w większości europejskich krajów – wyrazem docenienia dobrego serwisu. Tam są traktowane jako swojego rodzaju zrzutka na dodatek do pensji dla przedstawicieli słabo opłacanych profesji. I właśnie dlatego uznaje się je za świętość.

TIPOWAĆ CZY NIE TIPOWAĆ?

Jeśli więc miałabym odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: tipować, czy nie tipować (czyli po prostu: „dawać napiwki, czy nie dawać”) odpowiem kategorycznie i jednoznacznie: TIPOWAĆ. Być może nie byłoby tego wpisu, gdybym tak często nie spotykała się z biadoleniem moich znajomych, którzy dostają w Stanach rachunek, a tu się okazuje, że trzeba jeszcze TYYYLEEE dopłacić. Mój punkt widzenia jest jednak dość radykalny, i mam nadzieję, że nikogo nim nie obrażę. Otóż: jeśli decydujemy się na jedzenie w amerykańskich knajpach, to musimy przystać na warunki tam panujące. Chcemy jeść w restauracji, przygotujmy sobie więcej gotówki i tyle. Nie narzekajmy i nie róbmy łaski, bo to obraża ludzi, którzy ciężko tam pracują. A jeśli szkoda nam pieniędzy, to kupmy sobie chleb i rostbefa w Safewayu albo Walgreensie, zostańmy w domu/hotelu i nie róbmy nikomu zachodu.

Tym bardziej, że na dobrą sprawę, sami ten napiwkowy zwyczaj w Stanach zaszczepiliśmy. Przed wiekami bowiem w Ameryce nawyku tipowania nie było. Potem jednak co bogatsi Amerykanie zaczęli wyjeżdżać na wakacje do Europy, nauczyli się od nas, co to napiwek i przenieśli tę tradycję do swojego kraju.

JAK TIPOWAĆ BEZ OBCIACHU

Wszelkie zalecenia dotyczące amerykańskich „tipów” mówią jednoznacznie – w dobrym tonie jest zostawiać napiwek wysokości od 15 do 20 procent wartości rachunku. Są w Stanach tacy, którzy zamiast tego, radzą wysokość napiwku kalkulować według reguły: wartość zostawianego podatku stanowego pomnożona przez dwa, ale na dobrą sprawę – mniej więcej na jedno wychodzi.

Na amerykańskich rachunkach spotkacie się najpewniej z jedną z trzech opcji. W pierwszej (zakładając, że płacicie kartą) – restauracja zostawia Wam po prostu rubrykę, w której sami wpisujecie wysokość napiwku, jaki chcecie zostawić. Często na takich rachunkach nadrukowana jest zresztą „ściąga” informująca klientów, ile wyniósłby ich napiwek piętnasto-, ile osiemnasto-, a ile dwudziestoprocentowy.

Opcja druga to terminal, na którym wybiera się jeden z tych trzech progów procentowych. Opcja trzecia – to napiwek już wliczony z góry do rachunku. W tym przypadku, nie musicie oczywiście zostawiać kelnerowi żadnych dodatkowych pieniędzy.

KOMU TIPOWAĆ?

I tak naprawdę, kelnerzy w restauracjach to tylko początek długiej listy profesji, których w Stanach w dobrym tonie jest „tipować”.

W ten sposób:

– napiwek dla kelnera to zwyczajowo 15-20% wartości rachunku

– napiwek dla barmana w knajpie to 1-2 dolary za każdy wypity drink

– napiwek dla taksówkarza – 15-20% ceny przejazdu

– napiwek dla personelu sprzątającego nasz pokój hotelowy – od 2 do 5 dolarów za noc.

Tak, wiem, to sporo, ale inaczej po prostu nie wypada. Dlatego najlepiej po prostu wszystkie te napiwki od razu wpisać sobie do kosztorysu już podczas planowania wyjazdu do Stanów. Bo taka jest amerykańska tradycja, a bez względu na to, do jakiego kraju wyjeżdżamy, powinniśmy uszanować jego zwyczaje. Przynajmniej ja tak uważam.

Powiązane posty

2 thoughts on “Amerykańskie „tipowanie” krok po kroku.

  1. Misio

    W ogóle w Polsce jest świetna Amerykańska Knajpa troche westernowa, Wild West 93, bardzo dobre steki i burgery

    1. 50 Shades Of States - Dorota

      Ooo, a w którym mieście?

Dodaj komentarz