Podróżuj z Orianą

Poznaj Amerykę lat sześćdziesiątych XX wieku, czyli czasów, w których American Dream istniał, a pilot do telewizora był nowinką technologiczną.

Nie ma się czym chwalić – mając 35 lat na karku, być dziennikarką i nigdy wcześniej nie czytać Oriany Fallaci, to czysty wstyd. I nawet nie wiem, jak się z tego wytłumaczyć nie używając frazesu w stylu „Plany były od lat (bo były!), ale jakoś nigdy się nie złożyło”.

Teraz jednak myślę, że w zasadzie może i dobrze się stało. Bo może jej książkę „Podróż po Ameryce” (jakoś pewnie nikogo nie dziwi, że zaczęłam właśnie od niej) bardziej doceniam dopiero teraz, gdy Stany już dobrze znam.

Tak czy inaczej, chyba jeszcze nigdy nie pisałam Wam czegoś z taką stanowczością i przekonaniem: Aby zrozumieć, dlaczego współczesna Ameryka jest dziś taka, jaka jest, trzeba zrozumieć jej historię. Nie tylko tę, którą podaje się nam w monografiach o podbijaniu Dzikiego Zachodu (choć i one często bywają fascynujące), ale też tę znacznie późniejszą. I właśnie dlatego “Podróż po Ameryce” Oriany Fallaci po prostu trzeba (TRZEBA!!!) przeczytać.

Fallaci w Stanach mieszkała w połowie lat 60. XX wieku, pracowała wtedy jako korespondentka włoskiej gazety “L’Europeo”. A musicie pamiętać, że były to czasy, w których nawet światowej sławy dziennikarkę zachwycało tak innowacyjne urządzenie, jak… pilot do telewizora. Dlatego opublikowane w książce amerykańskie felietony, reportaże i zwykłe “opowiastki”, napisane prostym, zabawnym, całkowicie pozbawionym pretensjonalizmu językiem, mówią nam o USA więcej, niż niejedna książka historyczna. I to na tak wielu płaszczyznach, że sama nawet nie wiem, od czego zacząć.

To może zacznę od Nowego Jorku. W nim Oriana opisuje rzeczywistość, po której dziś w dużej mierze nie ma ani śladu. Mówiąc konkretniej – pisze o Manhattanie tak nieprzyjaznym, jakby było to najbardziej niebezpieczne miejsce na całej kuli ziemskiej. No ale tak przecież było! Dziś nikt nie czułby się zagrożony spacerując późnym wieczorem po Greenwich Village. Albo wynajmując pokój hotelowy w pobliżu Times Square. Albo – najzwyczajniej w świecie przechadzając się po (współcześnie – hipsterskim i modnym) Harlemie. Tymczasem Oriana pisze tak:

“Naturalnie nikt nikogo nie zmusza, aby mieszkał między Pięćdziesiątą a Siedemdziesiątą [ulicą], to jest wolny kraj, demokratyczny, o zdrowych zasadach, lecz kto nie mieszka między Pięćdziesiątą a Siedemdziesiątą, ten uchodzi za nędzarza albo skąpca. Jeśli poza tym ten ktoś jest kobietą, mieszkanie między Pięćdziesiątą a Siedemdziesiątą przestaje być kwestią nędzy lub skąpstwa, a jest kwestią życia lub śmierci, ponieważ tylko między Pięćdziesiątą a Siedemdziesiątą są budynki pilnowane przez uzbrojonego portiera, który przepytuje i przeszukuje wszystkich wchodzących, by zapobiec najpopularniejszej dyscyplinie sportowej w Nowym Jorku: polega ona na dostaniu się do mieszkania kobiety i uduszeniu jej we śnie albo i kiedy się obudzi, kto wie dlaczego”.

Inna sprawa, że wiele obserwacji Oriany z czasów jej nowojorskiego życia jest aktualnych również dziś. To, że apteki w Ameryce, oprócz leków, sprzedają jedzenie. To, jak wygląda (i przede wszystkim – ile kosztuje!!!) opieka medyczna i jak często bywa, że pacjenci są diagnozowani przez telefon. I jak różna jest amerykańska kampania wyborcza od kampanii europejskich, choć akurat w tej dziedzinie trochę już od Amerykanów przejęliśmy. Z nowojorskiej części pochodzi też zresztą moje ulubione zdanie całej książki. Pokochałam je od razu, bo w dużej mierze tłumaczy, dlaczego sama tak bardzo lubię Stany. Zdanie to wypowiada przyjaciółka aktorki – Shirley Maclaine (TA Shirley), gdy Oriana przez przypadek upuszcza z rąk i rozbija mydełko w kształcie serduszka. Shirley mówi wtedy:

“Dobre w Ameryce jest to, że kiedy serce pęka, idzie się do drugstore’u i kupuje nowe”.

Z Nowego Jorku, Oriana Fallaci rusza do Los Angeles i ta część “Podróży po Ameryce” to jest absolutnie fascynujący “Pudelek sprzed lat”. Czytamy tam o młodziutkiej Jane Fondzie, krótko po jej pierwszym ślubie, na którym Fallaci była gościem. O dziwnym spotkaniu z bogami tamtej epoki – Elisabeth Taylor i Richardem Burtonem. O rozmowach z wdową po Humpreyu Bogarcie. O stowarzyszeniu matek gwiazd Hollywood. I o tym, że w Los Angeles można przepuścić fortunę na kwiaty, bo w dobrym tonie jest po każdym spotkaniu, wysłać znajomemu bukiet chryzantem.

Najbardziej jednak urzekające w tej części jest to, że – podobnie jak w przypadku Nowego Jorku – Oriana przedstawia nam świat już nieistniejący. Czyli taki, w którym wystarczyło przyjechać do Los Angeles, by American Dream sam rzucił się nam do stóp. Taki, w którym jeszcze było łatwo, a Miasto Aniołów rzeczywiście było rajem, choć również niezbyt bezpiecznym. W raju tym, w czasach Oriany Fallaci, najbogatszą osobą w mieście najpierw stał się człowiek, który wymyślił, że w kinach można sprzedawać orzeszki, a po nim – ten, który “wynalazł” Drive In – kupowanie jedzenia bez wysiadania z samochodu.

Dalej już jest tylko lepiej, bo Oriana razem z Shirley Maclaine ruszają z Los Angeles na dwutygodniowy roadtrip przez Nevadę, Nowy Meksyk i amerykańskie południe. A ich dyskusje na temat Las Vegas, Indian i emancypacji czarnoskórej społeczności są warte każdych pieniędzy. Jest też w książce reportaż o tym, kim są amerykańscy nastolatkowie i dlaczego ich wpływ na Stany jest tak gigantyczny. Jest też milion innych skarbów, o których mogłabym pisać bez końca. Z rozkoszą spoilerowałabym Wam “Podróż po Ameryce” bez umiaru, ale nie chcę Wam odbierać dodatkowej przyjemności z jej czytania. Jakoś czuję, że też wielu z Was te amerykańskie relacje sprzed półwiecza pokocha równie mocno, co ja. Nawet, jeśli miejscami bywają dość kontrowersyjne.

I pamiętajcie o jeszcze jednym – czyli o tym, co mówi Orianie jej mieszkający w Stanach przyjaciel – fotograf. I z czym ja zgadzam się bez reszty:

“Ameryka jest jak służba wojskowa: trzeba ją zaliczyć. Wszyscy powinni zaliczyć Amerykę po dwudziestym pierwszym roku życia albo przynajmniej Nowy Jork”.

Oriana

Powiązane posty

One thought on “Podróżuj z Orianą

  1. Marcin Gajek

    Dzień dobry,

    Mam pytanie: w jakich dokładnie latach Fallaci podróżowała po Ameryce? Alebo inaczej: jaki okres historii USA opisuje w tej książce? Pytam, bo pierwsza i druga połowa lat 60., to w historii tego kraju niemal inne epoki (z jednej strony -kontnuacja lat 50., mitu American Dream, itd.; a z drugiej – napięcia rasowe, zamieszki w wielkich miastach, ruch praw obywatelskich, strajki studenckie, rewolucja obyczajowa, itd.).

    Pozdrawiam,
    Marcin

Dodaj komentarz