Gwałty w miasteczku uniwersyteckim

Poznajcie ciemną stronę Ameryki. Książka „Missoula” pokazuje, że dziewczyny studiujące na amerykańskich uniwersytetach absolutnie nie mogą czuć się bezpiecznie.

Kampusy amerykańskich uniwersytetów mają to do siebie, że każdy, kto po nich spaceruje (bez względu na wiek), od razu, pod wpływem chwili, ma ochotę zaciągnąć kredyt studencki na kolejne 30 lat i jak najszybciej stać się częścią akademickiej społeczności. Nie inaczej jest w przypadku zlokalizowanego w miejscowości Missoula University of Montana. Sześćdziesiąt cztery budynki z czerwonej cegły (najstarsze powstały na przełomie XIX i XX wieku) wkomponowane w sielankowy krajobraz podnóża góry Sentinel dają poczucie relaksu i spokoju. Chciałoby się leżeć na trawniku uniwersyteckiego parku i powtarzać materiał przed zajęciami. Chciałoby się siedzieć w zabytkowych (jak na amerykańskie warunki) salach i słuchać wykładów.  Najlepiej z biologii, ekologii lub kreatywnego pisania, bo missoulskie programy nauczania w tych dziedzinach są podobno słynne na całe Stany.  

Missoula1To Uniwersytet Montany w głównej mierze nadaje miastu klimat. A przy okazji nadaje też mieszkańców: populacja Missouli (drugiego – po Billings – największego miasta w stanie) to 80 tysięcy osób, z czego 13 tysięcy stanowią studenci. I choć uczelnia nie zajmuje wcale czołowych miejsc w rankingach amerykańskich szkół wyższych, to dla miejscowych wciąż jest największym lokalnym skarbem. 

Nie chodzi im jednak wyłącznie o piękną architekturę, ani o poziom wykładów – lecz o sport. Uniwersytecka drużyna futbolu amerykańskiego – Montana Grizzlies nie ma sobie równych w całym stanie. Od momentu, gdy w 1985 roku zespół doczekał się w mieście własnego stadionu, aż do 2011 roku Grizzlies wygrali u siebie 174 rozgrywki, przegrywając zaledwie 24. 

Nic więc dziwnego, że miłość mieszkańców Missouli do Grizzlies jest absolutnie wszechogarniająca, a zawodnicy drużyny – traktowani jak lokalni bogowie.    

Missoula2I tu właśnie zaczynają się schody. Bardziej konkretnie: dramat, jaki amerykański dziennikarz Jon Krakauer opisał w swojej książce “Missoula”. (W Polsce  wydało ją Wydawnictwo Czarne). Krakauer postanowił pochylić się nad największym problemem lokalnej społeczności – gwałtach na studentkach University of Montana. Co więcej – gwałtach dokonywanych w dużej mierze przez zawodników z drużyny Montana Grizzlies.  

Nie chcę odbierać Wam przyjemności z lektury, nie będę więc rozpisywać się na temat poszczególnych historii opisanych przez Krakauera. Zamiast tego, chciałabym Wam dziś napisać, czego z tej książki dowiadujemy się o Ameryce. A w szczególności – o jej ciemnej stronie.  

W AMERYCE GWAŁCI SIĘ NA POTĘGĘ 

Dane, jakie przytacza Jon Krakauer powodują, że włos jeży się na głowie. W niespełna 80-tysięcznej Missouli – czyli mieście wielkości naszego Konina czy Siedlec – w ciągu zaledwie trzech lat dokonano aż 80 gwałtów. Nie jest to jednak odosobniona aberracja. Dane FBI pokazują, że taka skala jest charakterystyczna dla całego kraju. W innych amerykańskich miastach uniwersyteckich o podobnej populacji, średnia liczba gwałtów to ok. 27 rocznie.

PRZEKLEŃSTWO “GWAŁTU TOWARZYSKIEGO” 

Dziewczyny na amerykańskich uniwersytetach najczęściej gwałcone są nie przez obcych zwyrodnialców napotkanych gdzieś podczas nocnego powrotu do domu, lecz przez kolegów ze studiów. Stąd używany przez Krakauera termin “gwałtu towarzyskiego”. W opisanych przez niego przypadkach, scenariusz często jest bardzo podobny: studentka wybiera się na imprezę, wypija parę drinków, a to zostaje wykorzystane przez któregoś z jej znajomych, do którego nie dociera, że “NIE” znaczy “NIE”. 

W jednym z rozdziałów książki przytaczane jest sądowe zeznanie doktora Davida Lisaka, psychologa klinicznego uznawanego za największy w kraju autorytet w dziedzinie badania gwałtów towarzyskich. Lisak mówi jednoznacznie: “Zdecydowana większość gwałtów, ponad 80 procent, to w rzeczywistości gwałty dokonane przez znajomych ofiary. Innym z mitów jest powszechne przekonanie, że napaść dokonana przez kogoś znanego ofierze ma mniej poważne dla niej konsekwencje. Badania pokazują jednak, że ofiary napaści przeżywają później podobną traumę, bez względu na to, czy znają agresora, czy go nie znają”.  

OBROŃCY WOLNO WSZYSTKO 

Klimat rozpraw sądowych z udziałem ławy przysięgłych decydującej o wyroku to dla nas coś absolutnie egzotycznego, znanego tylko z filmów. Równie egzotyczne są jednak reguły postępowania oskarżycieli i obrońców. W świetle amerykańskiego prawa, prokuratorzy zobowiązani są do przedstawiania w sądzie wyłącznie prawdy i tylko prawdy. Jeśli się do tego nie zastosują, a oskarżony zostanie skazany, wtedy obrona ma prawo się odwoływać. Ta zasada nie działa jednak w drugą stronę – w przypadku adwokatów oskarżonych. W praktyce oznacza to, że ci mogą na sali sądowej kłamać i manipulować, ile wlezie. Oczywiście regulamin Amerykańskiego Stowarzyszenia Prawników to odradza, ale w realnym życiu nikt się do tego nie stosuje. Dlatego realia, jakie znamy z filmów – czyli adwokatów obrażających, zastraszających i podważających wiarygodność ofiar – są realiami, jakie naprawdę możemy spotkać w amerykańskich sądach. 

POBŁAŻLIWOŚĆ POLICJI I PROKURATURY 

Zdaniem Jona Krakauera, ze wszystkich ofiar przestępstw w Ameryce, w najtrudniejszej sytuacji znajdują się właśnie ofiary gwałtów. Dlaczego? Bo po prostu nikt im nie wierzy. W przypadku włamania, nikt już na starcie nie zastanawia się, czy zgłaszający przestępstwo aby na pewno nie konfabuluje. W przypadku gwałtów – zdarza się to nagminnie. W raporcie Departamentu Sprawiedliwości stwierdzono, że w wielu przypadkach prokuratorzy nie oddzwaniali nawet do próbujących się z nimi skontaktować ofiar.

Sami wiecie, o co chodzi. O to, czy dziewczyna wystarczająco wyraźnie powiedziała “NIE!”? Czy nie była zbyt wyzywająco ubrana? Czy nie oskarża kogoś tylko dlatego, że jest żądna zemsty? Najbardziej rażącym przykładem przytoczonym przez Krakauera jest ten, gdy jedna ze studentek przyszła na policję z nagraniem, na którym znajomy, który ją zgwałcił przyznaje się do winy. Prowadząca sprawę policjantka dzień później zaprosiła go na przesłuchanie. W zasadzie tylko po to, by powiedzieć, jak bardzo jej przykro, że z powodu oskarżeń o gwałt chłopak ma teraz nieprzyjemności. Oczywiście – oskarżony był odnoszącym sukcesy zawodnikiem Montana Grizzlies. 

GWIAZDY SPORTU SĄ BEZKARNE 

Cytowany w książce fragment artykułu Buzza Bissingera z “New York Timesa” wskazuje na to, że wielu amerykańskich sportowców ma problem z odróżnianiem dobra od zła. Na boisku – każdy ich błąd jest zauważany i korygowany. W życiu – gdy dopuszczą się jakiegoś wykroczenia – od razu biegną do swojego trenera, by ten wyciągnął ich z kłopotów. Gdy się nie udaje, i tak najczęściej lokalna społeczność i fani szybko im wybaczają, uznając ich winę wyłącznie za chłopięcy wybryk.  

 

Gorąco Was zachęcam do tego, abyście przeczytali książkę “Missoula”. To, co Krakauer w niej opisał, nie jest (rzecz jasna) regułą. Nie każdy amerykański sportowiec żyje tak, jakby jutra nie było. I nie każdy ma za nic szacunek do prawa i kobiet. “Missoula” pokazuje jednak, że przypadki samozwańczych sportowych bogów nie są odosobnione. I że za sprawą bezrefleksyjnych fanów, przestaje się sprawdzać reguła o tym, że pycha kroczy przed upadkiem.  

missoula okladka

Powiązane posty

Dodaj komentarz