Byłam w domu z „Dynastii”!

Jeśli chcesz odbyć podróż do świata seriali i zobaczyć, jak mieszkał Blake Carrington z rodziną z „Dynastii”, musisz wybrać się nie do Denver, lecz do Kalifornii! 

Halo, halo, czy są na sali miłośnicy serialu „Dynastia”? Jestem przekonana, że tak! Ręka w górę – kto w niedzielne wieczory na początku lat dziewięćdziesiątych siadał przed telewizorem, by z zapartym tchem śledzić to, jak Blake Carrington rozmawia przez przenośny telefon zainstalowany w swojej limuzynie? Jak Fallon porywają kosmici? Jak podczas ślubu Amandy cały ród Carringtonów trafia w niewolę terrorystów? Jak Steve, poparzony w wypadku na platformie wiertniczej zostaje zidentyfikowany dzięki paskowi z logo Denver Carrington? To wszystko moje wspomnienia z dzieciństwa i wielu z Was pewnie też! 

Dziś – w XXI wieku – „Dynastię” da się jednak oglądać wyłącznie jako doskonałą komedię, w której absurd goni absurd. Tam naprawdę utrzymywano, że Mołdawia jest królestwem! I że aby kogoś podtruć, należy pomalować mu gabinet farbą wymieszaną z tajemniczą neurotoksyną! Nie dziwcie mi się więc, że mam do tego serialu absolutny i dziki sentyment. A moją małą, prywatną ekstrawagancją jest docieranie do miejsc związanych z tym serialem. 

Wzgórza

W ostatnich latach kilka razy odwiedziłam stan Kolorado – miałam wtedy okazję pospacerować między drapaczami chmur, które w czołówce „Dynastii” zagrały siedziby firm Denver Carrington i Colbyco. Zajrzałam też do Aspen, gdzie Alexis i Krystle najchętniej wybierały się na narty. Okazało się jednak, że najcenniejszy skarb w podróżach śladami Carringtonów czeka na mnie w Kalifornii! A ja przez tyle lat nie miałam o tym pojęcia! 

Otóż – BREAKING NEWS!!! Rezydencja Carringtonów, którą wszyscy tak doskonale pamiętamy z czołówki “Dynastii” nadal istnieje! I jest dostępna do zwiedzania! 

Jej nazwa w realnym świecie to Filoli. Filoli stoi w Woodside w Kalifornii. Pół godziny drogi samochodem na południe od San Francisco. Bez samochodu dotrzeć tam nieco trudniej, ale i to jest wykonalne. Ja wsiadłam w San Francisco w pociąg do San Mateo (6$), a stamtąd wzięłam Ubera (6$), który podwiózł mnie hen, pod górę, pod same drzwi tej posiadłości. 

San Mateo

Rezydencja Carringtonów

Na co dzień, Filoli to położony pośród malowniczych wzgórz kompleks, który w Polsce porównalibyśmy pewnie do Pałacyku Radziwiłłów w Nieborowie. Jego budowę rozpoczęto w 1915 roku na zamówienie obrzydliwie bogatego małżeństwa żyjącego w regionie San Francisco. O ile jednak Blake Carrington swoich dolarów dorobił się na ropie naftowej (a jego przodkowie – na przemycie dzieł sztuki zagrabionych przez nazistów!), o tyle pierwsi właściciele Filoli – państwo Bourn – wzbogacili się dzięki kalifornijskiej kopalni złota w Grass Valley.  

Po śmierci Bournów, Filoli, wraz ze swoim oszałamiająco ogromnym i ekskluzywnym ogrodem, trafiło do kolejnych właścicieli – państwa Roth – a ci, w 1975 roku przekazali cały kompleks państwu. Konkretnie: instytucji o nazwie: National Trust for Historic Preservations. I właśnie dzięki temu, każdy może dziś Filoli zwiedzać, ile dusza zapragnie.  

W pałacyku jest co oglądać, o czym najlepiej świadczą liczby. Sama posiadłość to ponad 5 tysięcy metrów kwadratowych podzielonych na 56 pokoi, w tym: 10 sypialni dla domowników, 14 dla służby i 16 łazienek. Do tego 65 tysięcy metrów kwadratowych ogrodu. Krótko mówiąc – ładnych parę godzin podglądania, co na początku XX wieku znaczyło w Kalifornii życie na bogato. 

Krużganek

Basen

Okno na ogród

Brama do ogrodu

Największą ucztą, Filoli będzie jednak dla fanów “Dynastii”. Tam po prostu od lat nie zmieniło się nic a nic! Spacerując po kolejnych salach rezydencji, przed oczami stają poszczególne kadry z serialu. Jest biblioteka Blake’a, w której prowadził ze Stevenem dyskusje o jego orientacji seksualnej. Jest salonik, w którym Krystle lubiła wylegiwać się w koszuli nocnej na dywanie przy kominku. Jest wreszcie kuchnia z pamiętnej sceny, w której Krystle uczyła służbę szacunku do siebie jako nowej pani domu.  

Biblioteka

Kuchnia

I najważniejsze! Ogród! Pełen domków gościnnych, pomieszczeń dla służby, basenów, rabatek, klombów, żywopłotów i kamiennych rzeźb. I to właśnie tam znajdziecie prawdziwą dynastiową perłę w koronie – sadzawkę, czyli miejsce słynnej „catfight” między Krystle a Alexis!  

Staw1

Staw2

Staw3

Wady wycieczki w zasadzie są tylko dwie. Pierwsza – że za zwiedzanie trzeba zapłacić 22 dolary. Trudno, ale warto! Druga – że po kultowych schodach we wnętrzu rezydencji nie można spacerować, bo dziś prowadzą do pomieszczeń administracyjnych. Są więc ogrodzone barierkami. Na szczęście jednak pracownicy Filoli rozumieją marzenia fanów. Gdy tylko opowiedziałam personelowi historię mojego dorastania w cieniu „Dynastii”, niewiele myśląc, odsunęli barierki i zgodzili się na szybką fotkę na schodach! 

Schody Dynastia

Ta okoliczność zresztą doprowadziła mnie do dość kłopotliwej rozmowy. Gdy podzieliłam się z panią z Filoli moim marzeniem związanym ze zdjęciem na schodach, odparła:  

– Och, nie jesteś pierwsza, która tu przyjeżdża tylko z powodu „Dynastii”! 

– Uff – odparłam z ulgą, no bo jednak dynastiowa pasja jest dla mnie tyleż radosna, co zawstydzająca. 

– … Jesteś druga! – dodała pani. – Kilka lat wcześniej przyjechała tu też jakaś kobieta, specjalnie z Nowej Zelandii.  

Wy zatem możecie być trzeci! 🙂 

Selfie Dynastia

A na deser – dla przypomnienia – słynny klip z mordobicia w sadzawce!

Powiązane posty

Dodaj komentarz