Dom, który świeci

W okolicy świąt Bożego Narodzenia Ameryka zapomina o umiarze. Domy mają być kolorowe, grać i świecić – jak ten w Alexandrii.

W temacie ozdabiania domów na Święta, Amerykanie nie znają słowa „skromność”. To bardzo dobrze, bo dzięki temu w USA z roku na rok podtrzymywana jest tradycja, którą osobiście uwielbiam i kultywuję, gdy tylko mogę. Ta tradycja to grudniowe spacerowanie lub objeżdżanie okolicy tylko po to, by zobaczyć, jakie dekoracje świąteczne zaaranżowali sąsiedzi.

Zwyczaj to tak bardzo popularny, że niektóre dzielnice amerykańskich metropolii robią z bizantyjskiego ozdabiania domu swój znak rozpoznawczy (tak jest na przykład w Dyker Heights na nowojorskim Brooklynie), a na lokalnych stronach internetowych każdego roku powstają przewodniki po najciekawiej ustrojonych domach okolicy – aby nigdy nie przegapić tych najciekawszych.

Sama świątecznie rozświetlone domy oglądałam już i w Nowym Jorku, i w Knoxville w Tennessee, i w Denver, i w Waszyngtonie, i w Colorado Springs i nadal nie mam dosyć. A refleksje z tego oglądania mam dwie. Po pierwsze – że tym, którym nie chciało się dekorować domu na Gwiazdkę często chyba zwyczajnie jest głupio – dlatego tak bardzo śmieszy mnie ten obrazek, który znalazłam ostatnio w sieci:

ditto

Po drugie – że w tej dziedzinie wszystkie chwyty są dozwolone. Nie przychodzi mi do głowy absolutnie nic, czego nie zobaczyłabym już w dekoracjach świątecznych amerykańskich domów – od dmuchanych krasnali wyskakujących z doniczek, przez bożonarodzeniowe szopki z muppetami w roli głównej po naklejane na fasadach tabliczki z informacją, na jakiej radiowej częstotliwości znajdziemy najlepszy muzyczny akompaniament do podziwiania konkretnego domu.

Ta amerykańska tradycja od lat ma swojego lidera. Swój wzór w Sevres. Swój model do naśladowania. To dom znajdujący się przy Fairview Drive w miejscowości Alexandria w stanie Wirginia, pół godziny drogi na południe od Waszyngtonu. Od lat nazywa się go najbardziej rozświetlonym domem Ameryki.

Dom calosc

Byłam, widziałam i tytuł ten jest jak najbardziej zasłużony. W okolicy świąt Bożego Narodzenia, na jego fasadzie, dachu i w ogrodzie pojawia się ponad 50 tysięcy lampek i ponad sto świątecznych figurek – nierzadko ludzkich rozmiarów.

Dom korytarz

Za tą niezwykłą iluminacją stoi Amerykanin Kurt Farmer, który na co dzień pracuje jako operator kamery w słynnej waszyngtońskiej hali sportowej Capital One Arena – tej samej, w której trenuje drużyna Washington Wizards. Dom Farmera tak bujnie dekorowany jest jednak już od około 30 lat, czyli od czasów, gdy Kurt był jeszcze chłopcem – tradycję rozpoczął jego ojciec. Gdy ojciec zmarł, Kurt wprowadził się do jego domu i teraz sam dba o to, by zwyczaj nie zaginął.

 

Ja dom w Alexandrii zobaczyłam w 2014 roku, gdy razem z moją przyjaciółką Ulą Chincz (którą znacie również jako blogerkę Ulę Pedantulę) wybrałyśmy się tam, by zrealizować krótki materiał dla Dzień Dobry TVN. To był grudniowy wieczór, tuż przed Świętami, więc po ogrodzie Kurta spacerowały całe tabuny rodzin, a pod domem ustawiały się wozy transmisyjne telewizji z całej Ameryki.

Ula

Sam Kurt opowiedział nam wtedy, że udekorowanie domu zajmuje mu około 150 godzin. I że każdego roku aranżacje różnią się od siebie. Gdy Święta się kończą, Kurt całe składowisko ozdób lokuje w wielkim magazynie usytuowanym na tyłach domu.

Dom bok

A co najważniejsze – rozświetlony dom nie jest dla niego pomysłem na biznes, tylko najprawdziwszą pasją. Co prawda na ganku stoi skarbonka, do której zwiedzający mogą wrzucać dobrowolne datki, jednak w głównej mierze cały projekt to nic innego, jak tylko ułańska fantazja. Nawet jeśli przychodzi mu potem zapłacić za prąd… bagatela… 15 tysięcy dolarów.

Świnka

Kula

Jeśli kiedykolwiek będziecie w grudniu w okolicach Waszyngtonu, koniecznie zajrzyjcie do Alexandrii. Dom Kurta Farmera nawet najbardziej chmurnego tetryka zamieni na chwilę w dziecko!

Ozdoby 1

Dom koniec

Powiązane posty

Dodaj komentarz