Czego nie wiecie o Central Parku?

To chyba najprzyjemniejsze miejsce w Nowym Jorku – ale jeszcze niecałe 200 lat temu absolutnie nikt nie chciał go odwiedzać.

Mało co drażni mnie tak bardzo, jak mówienie o europejskich parkach, że „to taki londyński/paryski/warszawski/rzymski Central Park“. Po pierwsze – są one znacznie starsze od swojego nowojorskiego niby-odpowiednika. Central Park powstał w latach 50. XIX wieku, tymczasem Łazienki Królewskie czy Ogród Luksemburski – dwa wieki wcześniej, a Hyde Park (w obecnym kształcie i rozmiarze) – jeden wiek.

Przede wszystkim jednak – Central Park jest po prostu szczególny. Niezwykły. Nie do podrobienia. Jest ikoną. Wiem – mocne słowa, ale przyznajcie sami. Każdy miłośnik czy bywalec Nowego Jorku może zacząć narzekać na Statuę Wolności, Empire State Building czy Times Square uznając je za oklepane i zbyt turystyczne. Ale Central Parku nikt nie waży się tknąć. Bo jak skrytykować najcudowniejsze na świecie miejsce do nieśpiesznych spacerów albo leniwego wylegiwania się na kocu z kawą na wynos i najnowszym numerem „Vanity Fair“ pod ręką?

Ja nie wyobrażam sobie pobytu w Nowym Jorku bez odwiedzin tego miejsca. A podczas wczorajszego spaceru zorientowałam się, że zdecydowanie najpiękniej Central Park wygląda w słoneczny jesienny dzień. Czyli wtedy, gdy cała gama kolorów na drzewach dodaje jeszcze więcej malowniczości miejscu, w którym dosłownie każdy zakątek nadaje się na piękny kadr z amerykańskiego filmu.

 

Central Park
Central Park

 

I pewnie też prawie każdy zakątek takim kadrem był. Szacuje się bowiem, że na terenie Central Parku dotychczas zrealizowano ponad 350 filmów. Więc nawet biorąc pod uwagę rozmiary parku – ponoć prawie 6 razy większego niż Monaco – dzięki hollywoodzkim produkcjom mieliście okazję poznać go całkiem nieźle.

Jednak choć i ja, i Hollywood, i z pewnością miliony osób na całym świecie, mogą się nad Central Parkiem rozpływać bez końca, to jeszcze niecałe 200 lat temu nikt z nas nie chciałby się tam pojawić za żadne pieniądze.

Dlaczego? Ano dlatego, że ten uroczy i niezwykle cichy (choć położony w samym środku huczącego i dudniącego Manhattanu) obszar w przeszłości zajmowały… świńskie farmy. I to w tak dużej ilości, że okolicę nazywano „Hogtown“, „Pigtown“ lub wręcz (bez zbędnych ceregieli) „Stinktown“. Jak możecie się domyślić, śmierdziało tam nieludzko. Tak bardzo, że mieszkający w sąsiedztwie nowojorczycy zaczęli użalać się na ten odór, a wręcz twierdzić, że od tego smrodu chorują.

Właśnie taki był początek tragikomicznych wydarzeń, które w historii Ameryki otrzymały miano „Świńskich wojen“. I to wcale nie na wyrost. W pewnym momencie postanowiono bowiem się z tym smrodem rozprawić. Do istniejących na terenie dzisiejszego Central Parku gospodarstw wysyłano inspekcje, które miały sprawdzić, czy ktoś nadal przechowuje u siebie świnie. Jeśli tak – były one natychmiast konfiskowane.

Amerykańska badaczka Catherine McNeur w swojej książce „Taming Manhattan: Environmental Battles in the Antebellum City“ opisuje, że dochodziło wtedy do dantejskich scen. Farmerzy chowali świnie pod łóżkami. Te wiły się i kwiczały, gdy policjanci kolektywnie próbowali je stamtąd wydostać, a w tym samym czasie waleczne żony gospodarzy tłukły funkcjonariuszy rondlami po głowach.

Cały ten chlewik stanowi jednak podwaliny dla powstania Central Parku. Farmerów szybko się pozbyto, by na tym miejscu zbudować park, jakiego jeszcze nie było. Tak spełniło się marzenie nowojorczyków z europejskimi korzeniami, którzy pragnęli mieć w swoim otoczeniu miejsce podobne do parków londyńskich czy paryskich.

Central Park - Fontanna Bethesda

 

Central Park

 

W tym kontekście – moja złość na „central-parko-podobne“ porównania okazuje się więc całkiem nieuzasadniona. Bo rzeczywiście – architekci Central Parku – Frederick Law Olmsted i Calvert Vaux zaprojektowali to miejsce na wzór romantycznych ogrodów angielskich. Roboty mieli sporo – choćby ze względu na warunki naturalne, czyli bagna i wystające wszędzie skały – co sprawiło, że przy tworzeniu Central Parku pracowało w sumie aż 20 000 osób. A dzięki temu, my możemy sobie dziś w nim bezkarnie odpoczywać od wszystkiego, co na świecie złe, wkurzające i brzydkie.

Oto moja krótka lista parkowych miejsc, których nigdy nie omijam:

1. THE MALL

Szeroka (jak na warunki Central Parku) promenada, którą w przeszłości stworzono po to, by komfortowo mogły się nią przemieszczać karety. Dziś – miejsce karet zajęli deskorolkarze, rowerzyści i piesi. Spacerując tą aleją będziecie mijać pomniki największych światowych pisarzy – od Szekspira po Roberta Burnsa. To nie oni są jednak największymi gwiazdami The Mall. Palma pierwszeństwa należy do posadzonych wzdłuż promenady wiązów. Tych drzew na świecie jest już tak niewiele, że Central Park stanowi dziś jedną z ich największych plantacji.

Central Park - The Mall

 

Central Park - The Mall

 

2. TARAS BETHESDA

To – moim zdaniem – najbardziej magiczne miejsce w Central Parku. Magię tę budują oczywiście przepiękne arkady – będące jednym z pierwszym obiektów, jakie powstały w Central Parku. Poza tym jednak, pod łukami ZAWSZE zastaniecie ulicznych muzyków. Ci natomiast grają lub śpiewają tak pięknie, tak lirycznie, taki klimat tworzą, że nagle wszystko wokół zdaje się ruszać w zwolnionym tempie. A ja muszę zaraz sięgać po chusteczki. I świat wydaje się od razu piękniejszym miejscem. Obok Tarasu znajdziecie też jedną z najsłynniejszych fontann świata – Fontannę Bethesda. Tę z aniołem wśród cherubinów. Rzeźba podobno miała upamiętnić zbudowanie tzw. Akweduktu Croton (1842), dzięki któremu do Nowego Jorku zaczęła docierać świeża woda. Rzeźba ważna jest jednak również z powodów feministycznych. Jej twórczynią była bowiem Emma Stebbins, a dzieło, które stworzyła to pierwszy duży projekt artystyczny w Nowym Jorku powierzony kobiecie.

Central Park - Fontanna Bethesda

 

Central Park - Bethesda Terrace

 

3. WOLLMAN SKATING RINK

W Central Parku na łyżwach jeździło się od zawsze – ale po zamarzniętym jeziorze stworzonym w miejscu dawnych bagien. W 1949 roku w parku powstało jednak Wollman Skating Rink. Dziś to drugie – po tym przed Rockefeller Center – najsłynniejsze nowojorskie lodowisko. Widzieliście je choćby w „Igraszkach losu“ albo „Kevinie samym w Nowym Jorku“. Na łyżwach jeździ się po nim od 1859 roku. Z przerwą w latach 80. XX wieku. Ta przeznaczona na remont przerwa miała być krótka (dwuletnia), ale wiadomo… I tu ciekawostka. Gdy po 6 latach z zamkniętym lodowiskiem nadal nic nie wskazywało na to, że zostanie wreszcie na nowo otwarte, do akcji wkroczył… pan Donald Trump. Namówił ówczesnego burmistrza Nowego Jorku – Eda Kocha, by coś z tym zrobił. I tym sposobem Wollman Rink stało się „great again“.

Central Park - Wollman Skating Rink

 

4. STRAWBERRY FIELDS

To miejsce podobno funkcjonuje w Central Parku jako „strefa ciszy“. Hm… interesujące, bo ja podczas każdej wizyty w tym zakątku spotykam grających na gitarach hippisów-seniorów, nierzadko pijących (trochę po fakcie…) zdrowie Johna Lennona. Strawberry Fields jest bowiem miejscem pamięci lidera Beatlesów, a jego nazwa nawiązuje – rzecz jasna – do piosenki „Strawberry Fields Forever“. Znajdziecie tam mozaikę z napisem „Imagine“, na której turyści nierzadko składają kwiaty. A bardzo krótki spacer z tego miejsca na zachód od Central Parku doprowadzi Was do apartamentowca Dakota, w którym Lennon mieszkał z Yoko Ono. I w którego bramie został zabity 8 grudnia 1980 roku.

Central Park - Strawberry Fields

 

Central Park - Strawberry Fields

 

Gdy już jednak odwiedzicie punkty obowiązkowe, pamiętajcie, że najlepszym planem na zwiedzanie Central Parku jest brak planu! Spokojne szwędactwo, które pozwala nam odkryć mniejsze i większe skarby tego niezwykłego miejsca.

Powiązane posty

Dodaj komentarz