Bezsenność w Seattle

Kierunek: północny-zachód! Zapraszam na wycieczkę do Seattle – miasta ciągłego deszczu, promów, „Chirurgów“, najlepszej zupy rybnej i…. pierwszego Starbucksa!

Każdego, kto chciałby wyruszyć śladami filmów i seriali, których akcja dzieje się w Seattle, serdecznie zapraszam… do Vancouver! Niestety, to w Kanadzie nakręcono większość scen serialu „The Killing“, „50 twarzy Greya“ czy nawet „Bezsenności w Seattle“. Paradoksów związanych z tym miastem jest jednak znacznie więcej. Choćby ten, że jeśli za sprawą jakiegoś wyimaginowanego wehikułu czasu udałoby Wam się wybrać do Seattle w latach 50. XIX wieku, to tak naprawdę przybylibyście do… Nowego Jorku! Bo tak na początku to miasto się nazywało.

Dziś – Seattle znane jest głównie z tego, że pada (choć w praktyce pada mniej, niż w Nowym Jorku, Bostonie czy Atlancie). Że produkuje się tam statki i Boeingi. I oczywiście – że mieszkają tam ulubieni serialowi bohaterowie większości świata – czyli chirurdzy z „Grey’s Anatomy“.

ŚLADAMI „CHIRURGÓW“

Cóż, nie będę ukrywać, że sama też zaliczam się do tych ostatnich (do fanów, nie do chirurgów). I – choć wiem, że to infantylna deklaracja – to właśnie głównie z powodu „Grey’s Anatomy“ chciałam odwiedzić Seattle. Każdy, kto czuje to co ja, zrozumie też, w jaką ekstazę wpadłam, gdy z grupą przyjaciół wjechaliśmy naszym autem na prom, którym mieliśmy dotrzeć do centrum. W końcu prom jak prom – a ja wypstrykałam na nim prawie całą pamięć mojego iPhone’a. Przecież musiałam jakoś uwiecznić miejsce ostatniej przejażdżki dr. Shepherda, prawda?

Żeby jeszcze bardziej się pogrążyć – pokornie przyznaję, że terrorem zmusiłam całą wesołą gromadkę, z którą odbywałam akurat tour po Stanach, by podjechać w najbardziej kultowe (poza promem) miejsce w serialu. Bo – tak, Kochani! „Grey’s Anatomy“ naprawdę w części realizowany jest w Seatttle. A dom chirurgów istnieje: pod 303 Comstock Street.

Przejażdżkę w to miejsce rekomenduję tym bardziej, że adres zlokalizowany jest w przepięknej okolicy – na słynnym lokalnym wzgórzu – Queen Ann Hill. To dlatego złośliwi zdążyli już zauważyć, że biedni stażyści z Seattle Grace, by utrzymać się w tak drogiej dzielnicy, musieliby rozpocząć handel organami.

Te absurdalnie wysokie ceny okolicy nie wzięły się jednak znikąd. Wzgórze – jak to wzgórze – ma bowiem to do siebie, że góruje :). Dlatego z prawie żadnego innego miejsca w mieście nie będziecie mieli tak pięknego widoku na miasto.

Seattle - Dom Chirurgów istnieje naprawdę! (303 Comstock Street)

Seattle - prom

 

KOSMICZNA IGŁA

Piszę: „prawie“, bo oczywiście w Seattle (w dziedzinie widoków) nic nie próbuje nawet konkurować z Kosmiczną Igłą, czyli najbardziej charakterystyczną wieżą w mieście. Space Needle powstawała na przełomie lat 50. i 60. XX wieku na okoliczność wystawy światowej. Podobno ostateczne poprawki (w tym windę) montowano w obiekcie na dzień przed otwarciem EXPO, co każe podejrzewać, że w budowę byli zaangażowani również robotnicy z Polski. Taki żarcik. Średni.

Czytałam, że autor wieży (Edward E. Carlson) swoim dziełem chciał podobno pokazać światu, jak wyobraża sobie XXI wiek. Nowe stulecie próbowało wystawić jednak budowlę na porządną próbę. Dokładnie w 2001 roku w Seattle miało bowiem miejsce trzęsienie ziemi (6,8 w skali Richtera). I zgadnijcie, co. Igła nie doznała żadnego uszczerbku. 1:0 dla Carlsona.

Jakie są atrakcje Igły? Cóż, to jedna z (zawsze atrakcyjnych) rozrywek typu: „wjeżdżaj na górę i patrz“. Space Needle ma 185 metrów wysokości, a z tarasu widokowego, oprócz miasta widać też m.in. park narodowy Olympic (o którym przy innej okazji) i Góry Kaskadowe. Od razu też odpowiadam: ta góra w oddali, która jako pierwsza przyciąga uwagę to stratowulkan Mt. Rainier. I to pozory, że znajduje się nieopodal. W praktyce – prawie 100 kilometrów.

Seattle - Kosmiczna Igła (Space Neddle)

Seattle - panorama

 

NAJLEPSZY CHOWDER ŚWIATA

Space Needle robi wrażenie, jednak moim ulubionym miejscem w Seattle zdecydowanie jest nabrzeże. A już szczególnie – Pike Place Market, czyli najstarszy (bo działający nieprzerwanie od 1907 roku) amerykański bazarek. Choć w zasadzie to nie bazarek, lecz porządny bazar, bo trzeba się po nim nieźle nachodzić. Na tyle nieźle, że warto wcześniej wydrukować sobie z internetu jego mapkę. Oprócz zabytkowych neonów, farmerów sprzedających organiczny jarmuż i rzeżuchę fair trade oraz urokliwych księgarenek, znajdziecie tam bistra, w których grzechem jest nie zjeść. Jestem święcie przekonana, że już nigdy i nigdzie na świecie nie spróbuję tak pysznego clam chowder, czyli zupy z owoców morza.

Tu jednak przestroga: zamawiajcie MAŁĄ porcję. Małą. Naprawdę małą. Uwierzcie mi, że amerykańska rozmiarówka jest dla przeciętnego Europejczyka całkowicie nie do pojęcia. Ja zamówiłam porcję średnią i szybko zorientowałam się, że taka ilość w zupełności wystarczyłaby dla trzypokoleniowej wielodzietnej rodziny. Dużą – można by przez rok wykarmić niewielkie państwo. Tak czy siak, zupa smakowała tym bardziej – że idąc w ślady lokalsów, zabrałam miskę na świeże powietrze i lunch zjadłam na trawniku nad wodą.

Swoją drogą – to właśnie stamtąd jest też najlepszy widok na… kolejkę do Starbucksa. Tak się bowiem składa, że najbardziej kultowa kawa Ameryki swoje początki ma właśnie w Seattle. A tuż przy Pike Place Market mieści się ich pierwsza w historii kawiarnia. To znaczy pierwsza, która nadal istnieje, bo historycznie – podobno druga. Adres to 1912 Pike Place. Jeśli Wasze nerwy są ze stali, ustawcie się w kolejce, by zobaczyć wnętrza – nie zmienione od lat 70. XX wieku. Ja jednak na Waszym miejscu bym sobie darowała. I zamiast tego, poszwędała się bez celu po tym pięknym mieście.

Seattle - Pike Place Market

Seattle - Starbuck

Powiązane posty

2 thoughts on “Bezsenność w Seattle

  1. Antek

    Cała prawda o Seattle w pigułce. Zamiłowanie do Stanów to wiadomo, że masz ale że pisanie bloga przychodzi Ci tak łatwo i tak profesjonalnie to nie wiedziałem.

    Pozdrawia jeden z tych, którzy zostali „zaciągnięci” pod ten słynny dom 🙂

    1. 50 Shades Of States - Dorota

      Pozdrowienia i dzięki! 🙂

Dodaj komentarz