Beverly Hills – Na chacie u Madonny

Odwiedź Beverly Hills. Pospaceruj. Zobacz blichtr tamtejszych rezydencji. Ale w żadnym razie nie licz na to, że zobaczysz, jak mieszkają gwiazdy.

Kiedy 7 lat temu odwiedziłam Los Angeles po raz pierwszy, usłyszałam takie słowa: „Chcesz być pewna, że spotkasz tutaj gwiazdę Hollywood? Przyjdź o 4.00 rano na 464N Rexford Dr w Beverly Hills”. Na szczęście aż tak bardzo mi na oglądaniu gwiazd nie zależało, bo dopiero później dowiedziałam się, że to tylko taki lokalny żarcik. Pod tym adresem mieści się komenda policji w Beverly Hills. A wszyscy którzy co najmniej raz na jakiś czas zaglądają na portale plotkarskie, dobrze wiedzą, że niektórzy amerykańscy celebryci (chcąc, nie chcąc) pojawiają się tam z porażającą regularnością.

Ten żarcik o celebrytach i policji w Beverly Hills lubię o tyle, że w stu procentach oddaje to, co myślę o wycieczkach śladami domów amerykańskich gwiazd. Że nie mają najmniejszego sensu. Nawet jeśli w Los Angeles, a już w Hollywood szczególnie, nęci się nas nimi na każdym kroku.

Ot, zupełnie przeciętna rezydencja z Beverly Hills
Ot, zupełnie przeciętna rezydencja z Beverly Hills

– WIEM, BO SPRAWDZIŁAM –

Nie to, żebym nie rozumiała pragnienia, by zobaczyć, jak amerykańskie gwiazdy sobie żyją. Jakie rośliny posadziły w ogrodzie. Jakiej wielkości mają basen i kto w nim pływa. Brzmi to fajnie i kusząco. Problem jest zasadniczy – i tak się tego nie dowiemy.

Żeby nie było – sama kiedyś skorzystałam i sprawdziłam. Bilety na wycieczkę sprzedawane są w Hollywood w okolicy Dolby Theatre, czyli słynnego teatru, w którym organizowana jest gala rozdania Oscarów. Bilet kosztuje około 45 dolarów. W zamian – otrzymuje się dwugodzinną przejażdżkę objazdową busikiem bez dachu. Zaczynając od Sunset Boulevard, przez luksusowe Rodeo Drive i rezydencje Beverly Hills, kończąc na Mulholland Drive i panoramicznym widoku na całe miasto.

Brzmi nieźle, ale tylko pod warunkiem, że wycieczkę kupujemy po to, by po prostu zobaczyć te miejsca w LA, do których raczej autobusem się nie dojedzie (ale taksówką lub uberem już tak!). Jednak sama – zawarta w nazwie wycieczki – obietnica podziwiania domów amerykańskich celebrytów – jest już niczym innym, jak tylko sztucznie pompowaną bańką.  Oczywiście owianą w atrakcyjne słowa i anegdoty przewodników. Ci akurat nigdy w Stanach nie zawodzą. Nawet o najbardziej błahych rzeczach opowiadają tak, jakby były godne Nobla.

Rezydencja w Beverly Hills

– ŚLADAMI FAKE NEWS –

Tajemnicą Poliszynela jest to, że trasa wycieczek pod szyldem „Zobacz, jak mieszkają gwiazdy” została skonstruowana na podstawie krążącej gdzieś po sklepach z pamiątkami archaicznej mapki, której nikt nie uaktualniał od lat. Jeśli więc na wycieczce słyszymy, że: „Oooo, dokładnie tu za rogiem, w tej rezydencji z białym dachem mieszka Jennifer Aniston”, musimy pamiętać o dwóch kwestiach. Po pierwsze: że najpewniej Aniston już tam nie mieszka, tylko mieszkała. Hollywoodzkie gwiazdy cechuje mieszkaniowe ADHD i najczęściej nie przepadają za osiadaniem na dłużej w jednym miejscu.  Po drugie: nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek tu żyła. Jest szansa, że ktoś ją kiedyś w tym miejscu zobaczył. Napisał o tym w internecie. Na podstawie tego wpisu powstała mapa. Słowo stało się ciałem. A plotka newsem.

Kilka dni temu sama przechadzałam się ulicami Beverly Hills, podziwiając mniejsze i większe rezydencje. Niedaleko miejsca, w którym Rexford Drive krzyżuje się z Lomitas Avenue stoi niewielki, skromny domek. Na jednej ze stron internetowych przeczytałam, że jest własnością Kirka Douglasa. Obfotografowałam domek ze wszystkich stron, z myślą, że fotografiami podzielę się z Wami na blogu. I dopiero po chwili zastanowiłam się, co ja właściwie najlepszego robię?!  Jakiś amerykański bloger (z całym szacunkiem do kolegów po fachu!) tak sobie kiedyś napisał. Nikt tego nie potwierdził. A teraz każdy, kto tamtędy przechodzi, pstryka fotkę domowi, w którym być może mieszkają bogu ducha winni ludzie, a nie żadna amerykańska gwiazda.

Domniemany dom Kirka Douglasa
Domniemany dom Kirka Douglasa

– MADONNA ZA PŁOTEM –

Nie piszę tego po to, by tworzyć jakieś spiskowe teorie i podważać wszystko, co zostało opublikowane w internecie. Po prostu w całym Los Angeles prawdą powszechnie znaną jest to, że hollywoodzkie gwiazdy coraz częściej rezygnują z mieszkania w Beverly Hills – na rzecz Malibu, Orange County, Palm Springs czy Newport Beach. Bo turyści i paparazzi nie dają im żyć. W tym kontekście, trudno uwierzyć przewodnikowi wycieczki, który z dzikim entuzjazmem wykrzykuje, że „w tym domu mieszka słynny Porucznik Columbo – Peter Falk (w czasie, gdy testowałam wycieczkę busikiem, Falk jeszcze żył), który każdego dnia lubi otwierać bramę swojego domu i machać wszystkim, którzy przejeżdżają zobaczyć, jak mieszka. Och, naprawdę mamy pecha, że dziś akurat go nie ma. Zawsze był, a dziś go nie ma”.

I jeszcze jedno, chyba najważniejsze. Odrzućmy na moment wszystkie spekulacje na temat prawidłowych/aktualnych lub błędnych/przestarzałych adresów gwiazd. Załóżmy, że pod tym względem wszystko jest tip top. To i tak daje nam niewiele. Powód? Bardzo prosty. Największe amerykańskie gwiazdy, choć kupują rezydencje w różnych miejscach, różnej wielkości i w różnym stylu, zawsze wymaganie mają jedno. Ogromny otaczający posiadłość mur, który odgrodzi ich codzienność od świata. Od paparazzich. Od nas. Pamiętam, jak busik, który jechałam skręcił nagle w niewielką uliczkę, a przewodnik, z dumą w głosie, oznajmił: „A tu moi mili, mieszka sama królowa – Madonna!!!” i czekał na aplauz. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że zobaczyliśmy wyłącznie gigantyczną, czarną mocarną bramę i nic poza tym. Atrakcyjne? Średnio.

W pakiecie z wieloma rezydencjami w Beverly Hills dostajemy mur lub - co najmniej - ogromny żywopłot
W pakiecie z wieloma rezydencjami w Beverly Hills dostajemy mur lub – co najmniej – ogromny żywopłot

– DAJMY GWIAZDOM SPOKÓJ –

Beverly Hills jest naprawdę wspaniałe. Po okolicy można się szwędać godzinami. Podziwiać stojące na podjazdach Bentleye. Egzotyczne rośliny owijające bramy. Prawdziwe budowlane cuda, ale też architektoniczne potworki stworzone z połączenia nadmiaru pieniędzy i niedoboru dobrego smaku. Jednak, przynajmniej moim zdaniem, nie ma sensu tracić tam czasu na jakiekolwiek gwiazdorskie safari! I dlatego, że nic nowego nie odkryjemy, i dlatego, że (być może naiwnie) uważam, że gwiazdy też ludzie. I że też należy im się święty spokój.

Przyznam się Wam (z pewną dozą nieśmiałości), że w dziedzinie domów gwiazd, przez lata marzenie miałam jedno. Jako odwieczna psychofanka Meryl Streep marzyłam, że kiedyś wybiorę się do Salisbury w Connecticut, by zobaczyć miejsce, gdzie Meryl mieszka. Myślałam naiwnie, że może szczęście mi dopisze i spotkam ją gdzieś w okolicy. Powiem jej, jak ważne w moim życiu są filmy, w których zagrała. Roiłam tak sobie do momentu, gdy w jednej z jej biografii przeczytałam o tym, że zamieszkała w Connecticut właśnie po to, by uniknąć ludzi z pomysłami takimi jak moje. Nie widzę w tym żadnego gwiazdorstwa.

Na koniec myśl, którą też kiedyś tu w Los Angeles usłyszałam i która też przypadła mi do gustu. Chcesz mieć stuprocentową pewność, że jesteś w miejscu, w którym przebywa gwiazda Hollywood? Jest tylko jedna droga jak to zrobić. Odwiedzić Hollywood Forever Cementery :). I w zasadzie, to bardzo niegłupi pomysł.

Rezydencja w Beverly Hills

Powiązane posty

Dodaj komentarz