Autobusy i tramwaje

Oto poradnik o tym, które amerykańskie miasta łatwo zwiedzicie podróżując wyłącznie komunikacją miejską, a w których (najprawdopodobniej) – bez auta ani rusz.

Gdybym miała stworzyć ranking opinii, jakie najczęściej słyszę o Stanach, w czołówce na pewno znalazłoby się zdanie: „Bez auta, to tam ani rusz!”. Szczerze mówiąc, trochę mnie to dziwi, a trochę nawet złości. Ja sama, podczas wszystkich moich eskapad do Ameryki, tylko dwa razy podróżowałam autem jako podstawowym środkiem transportu. A prawdopodobnie – i tak bym się bez niego obyła.

Choć oczywiście zgrzeszyłabym, gdybym nagle zaczęła wypisywać, że Ameryka to pod względem transportu publicznego istne eldorado. Że wsiadasz do tramwaju na wschodnim wybrzeżu i wysiadasz w zajezdni na zachodnim. Oczywiście, że nie.

W wielu miastach USA komunikacja miejska jest jak Yeti – podobno istnieje, ale prawie nikt jej nigdy nie widział. To jednak najczęściej oznacza po prostu, że w danym rejonie auta są zbyt popularne, by ktokolwiek zawracał sobie głowę czekaniem na autobus. Mimo, że czasem warto. I właśnie o tym jest ten tekst. O tym, w których miastach nie warto wynajmować auta, bo będzie stało na parkingu (albo raczej: krążyło dookoła szukając miejsc parkingowych, których chronicznie brak), a gdzie autobusy i tramwaje mogą być tylko (prawdopodobnie gorszą niż auto) alternatywą. Od razu zaznaczam, że temat „roadtripów”, przemieszczania się z miasta do miasta i z regionu do regionu załatwimy przy kolejnej okazji. Dziś – wyłącznie o sytuacjach, gdy mamy bazę w jednym miejscu i koncentrujemy się na zwiedzaniu okolicy.

Sięgając do własnych amerykańskich doświadczeń, wypisałam sobie wczoraj na kartce miasta, w których najprzyjemniej i najłatwiej korzystało mi się z komunikacji miejskiej. Były to:

  1. Nowy Jork
  2. San Francisco
  3. Boston
  4. Waszyngton D.C.
  5. Filadelfia
  6. Chicago

Szybko okazało się, że to doświadczenia nie tylko moje. Firma Walk Score, która co roku analizuje poziom transportu miejskiego w 316 amerykańskich miastach, w swoim tegorocznym zestawieniu, w pierwszej szóstce wymieniła dokładnie te same metropolie.

Ta złota szóstka to miasta, w których wynajmowanie auta – moim zdaniem – całkowicie mija się z celem. Oto dlaczego:

18191746_10211465555167653_887763566_nNOWYM JORKU komunikacją miejską można dojechać wszędzie i przez całą dobę. Tamtejsze metro ma najwięcej na świecie linii (24) i najwięcej na świecie stacji (469). Gdzie nie dojeżdża metro – dojeżdżają autobusy. Auta w Nowym Jorku nie warto wynajmować również dlatego, że Manhattan jest nieustannie zakorkowany, a zaparkować nie ma gdzie. Poza tym, w najbardziej „miejskim” z miast świata jeździć autem to jednak trochę obciach. Nie mówiąc o tym, że czekając na peronie na metro nierzadko macie okazję posłuchać zupełnie za darmo fantastycznych nowojorskich grajków ulicznych!

Cena biletu:

Pojedynczy przejazd metrem lub autobusem: 2,75$.

7-dniowa MetroCard (odpowiednik naszej Karty Miejskiej ważny na wszystkie środki lokomocji): 32$.

Strona internetowa nowojorskiego transportu publicznego: www.mta.info

18217837_10211465591528562_574625492_nSAN FRANCISCO mówi się, że to drugie (po Nowym Jorku) najbardziej „europejskie” miasto Ameryki, a to również ze względu na tamtejszą komunikację miejską. Nie muszę chyba wspominać, że nie przejechać się tamtejszym zabytkowym tramwajem linowym (Cable Car) to grzech. Cable Car to folklor. Atrakcja turystyczna (fantastyczna!), za doświadczenie której trzeba odstać swoje w kolejce i kupić dodatkowy bilet. Ma jednak też swój walor praktyczny, bo kursuje na trzech trasach, a dzięki niej można pokonać całkiem spore dystanse, np. z centrum miasta (Powell-Mason) aż na nabrzeże do Fisherman’s Wharf. Oprócz tych historycznych kolejek po San Francisco jeździ jednak cała sieć autobusów i kolejek zwanych Muni Metro (7 linii).

Cena biletu:

Pojedynczy przejazd metrem lub autobusem: 2,50$.

Bilet na Cable Car: 7$

Bilet 7-dniowy: 42$.

Strona internetowa transportu publicznego w San Francisco SFMTA: www.sfmta.com

trolley-189994_1920Jak przystało na miasto, w którym narodził się amerykański transport publiczny, w BOSTONIE podróżowanie bez auta to przyjemność. Jeżdżą tu autobusy, 6 linii trolejbusowych i 5 linii metra. Komfortowo zresztą jeździ się nie tylko w obrębie miasta. Czerwoną linią lokalnego metra można też bez problemu dotrzeć na drugą stronę rzeki Charles River – do Cambridge by zwiedzić najstarszy i najbogatszy uniwersytet Ameryki – Harvard.

Cena biletu:

Pojedynczy przejazd metrem lub autobusem: 2,25$.

Bilet 7-dniowy: 21,25$.

Strona internetowa transportu publicznego w Bostonie: www.mbta.com

metro-698661_1280WASZYNGTON na listę złotej szóstki komunikacyjnych rajów trafia chyba – mimo wszystko – trochę awansem. Ale to tylko dlatego, że komfortowa, czysta i wydajna sieć tamtejszej komunikacji zaczyna trochę szwankować, gdy trzeba się wybrać na przedmieścia, gdzie mieszka większość rezydentów stolicy. Na potrzeby turystów jest jednak idealna. 6 linii tamtejszego metra jest dość mocno obłożonych (to podobno jedna z sieci o największej na świecie przepustowości), ale prowadzi do najważniejszych punktów w mieście, czyli i w okolice Białego Domu, The Mall, Kapitolu, Smithsonian Institure oraz Washington i Lincoln Memorial, i do Pentagonu, i na cmentarz Arlington. Notabene – wszystkie te atrakcje położone są na trasie jednej – niebieskiej – linii metra. Na niektórych stacjach znajdziecie nawet bezpłatne wifi. I pamiętajcie, że waszyngtońskie metro nie kursuje w nocy.

Cena biletu:

zróżnicowana, w zależności od godzin i trasy przejazdu

Strona internetowa transportu publicznego w Waszyngtonie: www.wmata.com

philadelphia-257089_1920FILADELFII podobnie jak w Waszyngtonie: im dalej od centrum miasta, tym mniej przejazdowych opcji. Wciąż jednak na tyle dużo (to piąty najbardziej rozbudowany system komunikacji w kraju), by poddawać w wątpliwość sens wynajmowania auta. Tym bardziej, że po Filadelfii idealnie też po prostu chodzi się na piechotę. Turystycznie – najbardziej praktyczny jest też kursujący co 15 minut miejski autobus Philly PLASH Downtown Loop, który za bardzo niewielkie pieniądze obwozi nas pod same drzwi wszystkich filadelfijskich atrakcji – od Independence Mall po Philadelphia Museum of Art.

Cena biletu:

Pojedynczy przejazd metrem lub autobusem: 2,25$.

Bilet 7-dniowy: 24$.

Jednodniowy bilet na Philly PLASH Downtown Loop: 5$

Strona internetowa transportu publicznego w Filadelfii: www.septa.org

chicago-882416_1920I wreszcie CHICAGO, którego metro (zwane po prostu „L”) należy chyba do moich ulubionych w całych Stanach. Nie wiem, dlaczego, ale chyba przez „pętelkę”, jaką część (z wszystkich 8) chicagowskich linii metra robi na swojej trasie w centrum miasta, dzięki czemu po centrum można się przemieszczać naprawdę łatwo i bardzo szybko. Nie ma też najmniejszego problemu z wyprawą za miasto – przynajmniej do niektórych miasteczek. Ja osobiście – polecam wycieczkę zieloną linią metra do Oak Park – miasteczka, w którym urodził się Ernest Hemingway. Gdzie nie dojedzie metro, dotrzecie autobusem – po mieście jeździ ponad 160 linii.

Cena biletu:

Pojedynczy przejazd metrem lub autobusem: 2,25$.

Bilet 7-dniowy: 28$.

Strona internetowa transportu publicznego w Chicago: www.transitchicago.org

 

Tyle w temacie komunikacyjnych rajów w Ameryce. O drugiej stronie medalu napiszę już wkrótce w kolejnym wpisie. Jeśli więc chcecie wiedzieć, czy w Detroit bezpiecznie jest wsiadać do autobusu, gdzie dojedziecie tramwajem w Nowym Orleanie, kto podróżuje metrem w Los Angeles i czy samochód jest niezbędny do zwiedzania parków narodowych w Colorado – bądźcie na bieżąco z 50 Shades of States!

 

 

Powiązane posty

Dodaj komentarz