Ameryka Węglarczyka

Z tego wpisu dowiecie się: jak Bartek starał się o wywiad z Hillary Clinton i na czym polega magia Południa.


 

Bartosz Węglarczykdyrektor programowy Onet.pl. W latach 1998-2004 pracował jako korespondent „Gazety Wyborczej“ w Waszyngtonie. O Ameryce wie wszystko ;-).

ULUBIONE MIEJSCE W AMERYCE: 
– Księgarnia „Barnes & Noble“ w centrum Bethesdy pod Waszyngtonem;
ULUBIONY FILM/SERIAL O AMERYCE:
– „West Wing“;
ULUBIONE JEDZENIE W AMERYCE:
– porcja bardzo dużych frytek w Capitol City Brewing Company w centrum Waszyngtonu;
ULUBIONE AMERYKAŃSKIE SŁOWO:
– nie mogę go wymienić, bo jest brzydkie;
W AMERYKANACH NAJBARDZIEJ LUBIĘ:
– akceptację dla inności;
W AMERYKANACH NAJBARDZIEJ MNIE DRAŻNI:
– miłość do broni;
MÓJ SPEŁNIONY „AMERICAN DREAM”:
– grałem w karty z prezydentem Stanów Zjednoczonych;

Jak wspominasz swój pierwszy wyjazd do Stanów? To był początek lat 90. Czułeś się jak ubogi krewny?

 Pojechałem na Georgetown University w Waszyngtonie jako stypendysta prywatnej fundacji i byłem absolutnie wstrząśnięty! Ameryka to kraj, o którym marzyłem od dziecka, ale bardzo długo myślałem, że nigdy w życiu tam nie pojadę. A gdy się wreszcie udało, wszystko było takie, jak sobie wyobrażałem: wielkie i piękne. Pierwszego dnia wyszedłem w Georgetown na ulicę i pierwszym, co zobaczyłem był… Steven Spielberg wysiadający samochodu przed elegancką restauracją. Myślałem wtedy, że w Ameryce każdego dnia spotyka się znanych ludzi.

14800183_871371866330996_2142214789_oTo Ty sam nalegałeś potem, by szefostwo z „Gazety Wyborczej“ wysłało Cię do Stanów w charakterze korespondenta?

Ja myślałem o tym Waszyngtonie od samego początku. Gdy w 1990 roku zacząłem pracować w dziale zagranicznym „Gazety Wyborczej“, od razu powiedziałem, że chcę zostać korespondentem w Stanach – co wzbudzało dość dużą radość wśród moich kolegów. Ale ja nigdy nie ukrywałem, jaki mam zamiar i w jaką chcę stronę iść.

Wysłali Cię tam w 1998 roku – w samą porę byś natrafił na tzw. „aferę rozporkową“.

Tak. Pierwszego dnia, kiedy tylko wylądowałem w Waszyngtonie zadzwonił do mnie redaktor z „Wyborczej“. Powiedział: „Słuchaj, Washington Post dał dziś na głównej stronie artykuł o jakiejś panience, która spała z prezydentem. Czy ty uważasz, że powinniśmy coś o tym pisać?“. I ja na to odpowiedziałem: „Zwariowaliście?! Co to kogo obchodzi, że jakaś dziewczyna twierdzi, że spała z prezydentem?! Nic z tego nie będzie!“. To był 15 stycznia 1998 roku. Washington Post ujawnił nazwisko Moniki Lewinsky i oczywiście-  jak się okazało – nie miałem racji. Moja pierwsza decyzja jako korespondenta była więc nadzwyczaj błędna.

A co w tamtych czasach mówiło się o Hilary Clinton?

Ona zawsze była bardzo nieprzystępna. Od dawna ma w Stanach bardzo złą prasę, bo już od wielu dziesięcioleci jest na szczytach władzy – najpierw jako żona gubernatora, potem: żona prezydenta, senator i tak dalej.  Jest więc odcięta od normalnego życia, a to zawsze zmienia człowieka. Z wieloma senatorami udało mi się zrobić wywiad, z senatorem Kennedym nawet się zaprzyjaźniłem – po tym jak wyprowadzałem jego psa na spacer na Kapitolu. Ale Clinton zawsze była odgrodzona murem współpracowników.

4Próbowałeś się przez ten mur przebić?

Kiedyś zaczaiłem się na nią w kolejce podziemnej na Kapitolu. To takie prywatne metro łączące Kapitol z budynkami kongresowymi. W tamtych czasach mogli nim jeździć również dziennikarze. Czekałem na nią w wagonie, a gdy weszła, zacząłem pytać o rozszerzenie NATO. Ona się nawet słowem nie odezwała, a jej współpracownicy w sekundę stworzyli mur między mną a nią.

Jako korespondent miałeś też okazję relacjonować  zwycięstwo George’a W. Busha nad Alem Gorem – tak niewielkie, że na Florydzie trzeba było jeszcze raz liczyć głosy.

Byłem wtedy na Florydzie i powiedziałem w „Gazecie“, że zostanę tam do momentu, aż sprawa się wyjaśni. No ale po tygodniu to nikt już nie wiedział, czy to się wyjaśni za miesiąc, za rok czy kiedykolwiek. To były niebywałe wybory, rzeczywiście. Ale one też pokazały, jak bardzo polityka w Stanach jest lokalna. I że w Ameryce nie ma czegoś takiego jak polityka ogólnokrajowa. Że stan maszyn do głosowania w 10 komisjach wyborczych na Florydzie może mieć dużo większe znaczenie niż jakikolwiek sondaż ogólnokrajowy.

To była ciekawsza kampania od tej, która prowadzona jest w tym roku?

Nie. Ta, która właśnie trwa jest najciekawszą kampanią w powojennej historii Stanów Zjednoczonych. Oczywiście dlatego, że mamy kandydata, który jest totalnie nieobliczalny. My mieliśmy Stana Tymińskiego i Stan Tymiński był naszym Donaldem Trumpem. A teraz się okazuje, że system demokracji amerykańskiej nie jest odporny na coś takiego. Ten wywiad powoli staje się historią moich błędów, bo kolejnym błędem było święte przekonanie że partia republikańska nie pozwoli Trumpowi zdobyć nominacji.

Słyszałam od Amerykanów, że nawet jeśli Trump zostanie wybrany, Kongres szybko go usunie w procedurze impeachmentu.

Wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne. Musiałoby się przecież zdarzyć coś, co nie wyszło w trakcie kampanii. Już nie mam pomysłu co to jeszcze mogłoby być. Jeśli to, co na jego temat wyszło do tej pory nie jest wystarczającym powodem, by go nie wybrać na prezydenta, to tym bardziej nie będzie wystarczającym powodem, żeby go usunąć jak już wygra.

13938607_834705996664250_6449963207525990530_nGdy teraz podróżujesz po Ameryce, wolisz wielkie metropolie, czy spokojne mieściny?

Ja lubię wszystko w Ameryce. Poza parkami narodowymi, bo mnie nudzą. Wiem, że jestem jedyną osobą na świecie, która tak twierdzi.

To prawda.

Oczywiście Nowy Jork jest cudowny. Kocham Los Angeles i uważam, że Santa Monica jest jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie. Ale uwielbiam też samochodem jeździć po głębokiej prowincji, po południu Stanów: Teksasie, Arizonie, bezdrożach Nowego Meksyku, klubach bluesowych w małych wioskach w Missisippi czy Alabamie. To są niesamowite miejsca i tam też żyją najfajniejsi ludzie. Niezwykle normalni i mający bardzo dobrze poukładane w głowie. Fajnie jest z nimi spędzić trochę czasu, żeby sobie uświadomić, jak ten nasz pociąg pędzi, a życie stoi i mijamy je nie korzystając z niego.

W minione wakacje też zaliczyłeś roadtrip po Ameryce. Czego nowego o Amerykanach dowiedziałeś się podczas tej podróży?

W tym roku to był bardzo ciekawy wyjazd ze względu na kampanię wyborczą. Niesamowite było poznawanie poziomu emocji, które jej towarzyszą. Ludzie na płotach czy przed domami malowali hasła w stylu „Hillary, jesteś kłamczuchą“,  „Hillary, powinnaś trafić do więzienia“ czy nawet bardzo wulgarne wyzwiska. Nie znalazłem na Południu ani jednego napisu za Hillary. Za Trumpem zresztą też nie. Wszystko przeciwko Clinton. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem.

13939454_832437280224455_7964347434934941371_nMuszę o to zapytać na koniec – kto, Twoim zdaniem, wygra wybory?

Ten, który być może nie dostanie więcej głosów w skali kraju, ale dostanie więcej głosów elektorskich. Gdybyś mnie zapytała pół roku temu, to bym powiedział, że absolutnie Hillary Clinton. Ale teraz nie jestem pewien. To jest tak nietypowa kampania, że proponuję się wstrzymać do środy rano 9 listopada i zobaczymy.

 

*zdjęcia ilustrujące wywiad: archiwum prywatne B. Węglarczyka

Powiązane posty

2 thoughts on “Ameryka Węglarczyka

  1. Anna

    Fajnie się czyta ten wywiad, wiedząc kto wygrał wybory i jak się teraz z tego powodu mają Stany.

    1. 50 Shades Of States - Dorota

      To prawda!!!

Dodaj komentarz